poniedziałek, 3 czerwca 2013

#IMAGINE | You make me rise, when i fall ▼

*TWITTER
*TUMBLR
*
Harry Styles.

Przekręcałam już klucz w zamku, kiedy usłyszałam pierwsze dźwięki piosenki "Stay" - Rihanny. Dzwonił mój telefon.
-Tak, słucham?- zapytałam, popychając drzwi kolanem.
-Pani [Twoje imię i nazwisko] ?- usłyszałam.
-Przy telefonie. Z kim rozmawiam?- zapytałam, odkładając zakupy na blat kuchenny.
-Tu doktor Walker. Moim obowiązkiem jest powiadomić najbliższą rodzinę, osoby która jest w stanie krytycznym..dzwonie w sprawie pańskiej matki- zaczął.
-O Boże..- odpowiedziałam siadając na krzesło. Oczy momentalnie zapełniły się łzami.
-Ja..ja już jadę do szpitala- wyszlochałam do słuchawki. 
-Dobrze, do zobaczenia- odparł rozłączając się. 
#Perspektywa Harry'ego#
Siedzieliśmy w samolocie, a ja przeglądałem nasze wspólne zdjęcia.. 
moje i [T.I] 
#Perspektywa Louisa#
-Harry.. widziałeś to?- zacząłem.
-Harry!- szturchnąłem go w ramię, pokazując mu gazetę.
-Hmm- wyrwałem go z zamyślenia.
-Co ty robisz?- zapytałem.
-Oglądam zdjęcia- odparł, dalej patrząc w ekran czarnego iPhona.
-Jakie?- zapytałem znudzony.
-Moje i [T.I]- odpowiedział. 
-O Boże...- westchnąłem. 
-Cholera jasna, Louis! Rozumiem, byliśmy kiedyś parą, ale było to dawno.. czy ty nie zrozumiesz że teraz kocham [T.I]? Nie możesz tego zaakceptować?- zdenerwował się.
-Nie! Nie zaakceptuję tego. Kurwa, kocham Cię- odpowiedziałem, patrząc mu głęboko w oczy.
Ahh.. te zielone, cudowne, hipnotyzujące oczy. A te usta? Malinowe.. które same się proszą, żeby je pocałować.
-Zawszę musisz wszystko zjebać, prawda? - rzucił.
-Ja? JA?! To ty wszystko zepsułeś! Gdyby nie twoja dziw... lala, która leci tylko na twoją kasę to..
-Chłopaki!- przerwał nam Liam, pokazując oczami, że większość osób na pokładzie samolotu się na nas patrzy.
-Może trochę ciszej..- dodał Zayn.
-Obraź ją jeszcze raz, to inaczej porozmawiamy- odpowiedział, chcąc wstać z siedzenia.
#Twoja perspektywa#
-Możemy porozmawiać?- z zamyśleń wyrwał mnie lekarz. 
Wyszliśmy na korytarz, mężczyzna popatrzył na mnie z poważną miną.
-Pani matka.. ona może umrzeć w każdym momencie. Jej stan jest tak słaby.. organizm, serce.. to wszystko jest bardzo, bardzo osłabione, jednak można to było przewidzieć przy "złośliwym raku"-odpowiedział.
-Na prawdę, bardzo mi przykro- dodał, po czym odszedł po chwili.

Znowu, znowu to samo. Chcę żeby mnie teraz wspierał, przytulił, pocałował. Jaki to cholerny pech, że kiedy go najbardziej potrzebuje, on jest w pracy. Harry z chłopakami właśnie kończą trasę koncertową, i teraz są w Miami.. albo w samolocie. Wrócą za jakieś 2 może 3 tygodnie.
Rozpłakałam się jak małe dziecko. Zsunełaśm się plecami po ścianie, płacząc coraz bardziej. Miałam tylko mamę i Harry'ego, tata zmarł kilka lat temu na zawał. Nie miałam rodzeństwa, a najbliższa rodzina mieszkała na końcu kraju, były to okolice Wolverhampton, więc nie odwiedzali nas zbyt często. 
Teraz byłam sama.
#Perspektywa Harry'ego#
Jeszcze jeden taki chamski tekst na temat [T.I], to. chyba wywale mu z pięści w twarz. Chyba do końca życia będzie mi to wypominał, że byliśmy parą.. ale to na prawdę było dawno.. jeszcze na początku xfactora. Ludzie się zmieniają, ja się zmieniłem, zmieniłem orientację.. z homosexualisty na bisexualiste, i teraz jestem w cudownym związku z cudowną dziewczyną.
Ona jest wspaniała, pamiętam jak się poznaliśmy.
To dośc dziwne 'spotkanie'.
Wychodziłem ze Starbucksa, i zamykałem drzwi. Nie zauważyłem, że ktoś za mną szedł, no i wtedy przez przypadek, drzwiami w twarz dostała [T.I], wylewając przy okazji kawę na swoją zwiewną malinową sukienkę, do której miała zarzuconą na siebie krótką jeansową katanę.
Pewnie normalnie, to by zaczęła krzyczeć, i nazwała by mnie kretynem, ale ona zaczęła się śmiać sama z siebie i powiedziała, że jest fajtłapą, bo nie widziała, że zamykam drzwi.
Właśnie to mnie w niej zauroczyło, że śmiała się ze swojego nieszczęścia.
Wtedy, zapytałem jej, czy w ramach przeprosin, da się zaprosić na kolację. Na początku miała małe wątpliwości co do tego, ale wkońcu udało mi się ją na mówić. 
Pamiętam, że bardzo się denerwowałem tym spotkaniem, ale nie żałuje, że tak powiem, tego, że dostała tymi drzwiami, bo gdyby nie one, to byśmy się nie poznali.
**
Samolot wylądował. Drzwi wyjściowe się otworzyły. Założyłem na nos czarne Ray Ban'y, i wyszłem tak szybko, żeby nie spotkać Louisa, jednak wiedziałem, że w taxówce, i tak się spotkamy.
-Harry!- usłyszałem, że ktoś mnie woła. Odwróciłem się, i zobaczyłem Louisa.
Zignorowałem go. 
Chwilę później poczułem, jak ktoś kładzie ręke na moim ramieniu. 
-Zostaw mnie!- zepchnąłem ją z ramienia.
-Przepraszam, nie powinienem.. no wiesz- rzucił.
-Oh serio? No co ty nie powiesz- odparłem chamsko, i ruszyłem przed siebie. 
Poczułem, jak telefon - który przed momentem włączyłem - wibruje mi w kieszeni.

"my sweetie .xx"

-Cześć kochanie!- uśmiechnąłem się do słuchawki.
-Harry..- usłyszałem jej zapłakany głos.
-Co się stało?!- zaniepokoiłem się.
-Moja mama.. ona.. ona umiera- rozpłakała się tak mocno, że prawie jej nie zrozumiałem.
Zamarłem. Nie wiedziałem, co mam teraz powiedzieć. "Skarbie będzie dobrze" ? "Nie płacz!" ? Byłbym idiotą, gdybym tak powiedział. 
-Spróbuję przylecieć jeszcze dziś, obiecuję- odpowiedziałem po chwili. 
-Dobrze- odrzekła.
-Chcesz teraz porozmawiać?
-Nie.. nie mogę.. muszę iść do mamy, odpowiedziała roztrzęsiona.
-Rozumiem. To, zadzwonie do Ciebie za dwie godzi.. przecież są te strefy czasowe- westchnąłe,.
-I tak nie będe spać- oparła dalej płacząc.
-Proszę Cię, tylko nie rób nic głupiego- zacząłem.
-Muszę kończyć- tak jakby zmieniła trochę zmieniła temat. 
-[T.I] !- zdenerwowałem się z lekka.
-Przepraszam Cię... ale zrozum, że to...to jedyna rzecz, która mnie odstresowuje.. przepraszam- znów się rozpłakała. 
-Zrozum, że za każdym razem, gdy masz 'doła', kiedy nie ma mnie przy Tobie, ja umieram ze strachu, że żyletka wjedzie za głeboko.. i zostawisz mnie samego na tym świecie.. boje się o Ciebie- w moim głosie można było wyczuć niepokój.
-Dobrze wiesz.. że gdyby Cię teraz nie było.. to znaczy.. gdybyśmy nie byli razem, to na 101% zabiłabym się- odpowiedziała innym głosen niż zawszę, było to spowodowane płaczem.
-Przestań! Nawet tak nie mów!- znów sie zdenerwowałem. Kiedy to mówiłem, siedzieliśmy już w taksówce, od jakiś 5 minut, wszyscy chłopacy patrzyli na mnie zdezorientowanym wzrokiem.. ale oprócz Liama, on jako jedyny chciał mi dać trochę prywatności, nie to co trójka tych tumanów -za przeproszeniem.
-Muszę kończyć- odpowiedziała.
-Kocham Cię!- odparłem, po czym rozłączyła się.
Spojrzałem się na nich takim wzrokiem, jakbym miał kogoś zaraz zabić. Ale nie chodziło o to, że jestem na nich zły czy coś, nie wiedziałem zrobić z [T.I], z tą sytuacją, z tym wszystkim. 
Wszyscy momentalnie wbili wzrok w podłoge. Liam spojrzał się na mnie, on jako jedyny domyślał się o co chodzi. Niby przyjaźnie się ze wszystkimi chłopakami, ale to do niego mam największe zaufanie. 
Brunet usiadł obok mnie i cicho zapytał, czy wszystko wporządku.
Nie odpowiedziałem. Teraz wiedział, że na pewno coś nie gra. 
***
Oh, jakie do CHOLERNE SZCZĘŚCIE, że mam pokój z Louisem. Musiałem iść do menadżera, ponieważ chciałem wrócić do Londynu. 
-Wiesz gdzie jest menago?- zapytałem Tomlinsona.
-A po co Ci?- zapytał.
-Kurwa, pytam się gdzie jest, i huj Cię to obchodzi, po co- krzyknąłem.
-Nie wiem gdzie jest- odparł chamsko.
Nie poznaje go.
Wyszłem z pokoju, po drodzę minąłem Nialla. Zatrzymałem się.
-Nialler, wiesz gdzie jest menago? - zapytałem.
-Emm.. chyba u siebie. Tak, widziałem go jak wchodził do pokoju, jakieś 5 minut temu- odpowiedział.
-Dzięki- uśmiechnąłem się w jego stronę.
**
-Jest sprawa-rzuciłem w strone menadżera.
-Oświeć mnie- odpowiedział.
-Muszę wrócić do Londynu.
-Słucham? Harry, żartujesz sobie, tak?
-Nie, mówie serio- odparłem.
-Dziś przylecieliśmy. Nie jesteśmy w Europie, dlaczego chcesz wracać?-zapytał.
-Tylko niech to zostanie między nami-zacząłem.
-Więc.. mama [T.I] choruje na raka. Właśnie jest w stanie krytycznym i w każdej chwili może umrzeć. [T.I].. ona się samookalecza, ale tylko wtedy, kiedy nie ma już siły na nic. Boje się, że teraz, kiedy my jesteś tu, na Florydzie, ona będąc sama w Anglii zrobi sobie coś.. boje się że ją strace- wyrzuciłem to z siebie.
-Przygotuj walizki, zarezerwuje Ci nocny lot do Londynu- odpowiedział.
-Dziękuje Joe- uśmiechnąłem się do niego.
-Harry!
-Tak?- zapytałem.
-Tylko masz się nią zająć!- odpowiedział poważnie.
-Obiecuje, jeszcze raz dziękuje Joe- uśmiechnąłem się.
-A co z koncertami?- zapytałem po chwili.
-Wszystkim się zajmę, idź się przygotować-rzucił.
Wyszedłem z pokoju.
#Twoja perspektywa#
#Następny dzień#
Weszłam do mieszkania. Rzuciłam torbę, kurtkę i buty w kąt.
Byłam kompletnie załamana. 
Weszłam do sypialni, zdjęłam sweterek i zarzuciłam na siebie t-shirt z Rolling Stones, który należał do Harry'ego. Zdziwiłam się, że go nie wział, co jak co, ale była to jedna z jego ulubionych bluzek.
Podeszłam do komody, na której znajdowało się: nasze zdjęcie, kolekcja książek, szkatułka z biżuterią i lusterko na nóżce.
Szkatułka...
W nie trzymałam żyletki.. w sumie to jedną żyletkę, bo resztę wyrzuciłam, a tą zostawiłam na czarną godzinę, taką jak ta.
Chwyciłam metalowy przyrząd i ruszyłam w stronę łazienki.
Stanęłam przy zimnej kafelkowej ścianie i zsunełam się po niej plecami. 
Jedno cięcie..
Drugie cięcie..
Trzecie..
Ósme.
Assshh- syknęłam z bólu, kiedy krew mocno zaczęła wypływać z mojego nadgarstka.
Podniosłam się z trudem, i stanęłam przy umywalce, nad którą wisiało lustro.
Patrzałam tylko, jak krople krwi obijają się o zlew. 
Ponownie chwyciłam żyletkę i co raz szybciej zaczęłam robić sobie rany.
#Perspektywa Harry'ego#
Właśnie stoje przed mieszkaniem [T.I] i szukam odpowiedniego klucza, aby wejść do środku.
-Jest..- szepnąłem zwycięsko, kiedy znalazłem odpowiedni klucz.
Weszłem po cichu do środka. Nikogo nie zauważyłem.
Po chwili usłyszałem płacz który dobiegał z toalety, podbiegłem tam pośpiesznie
i zobaczyłem zapłakaną [T.I], która mocno.ściskała swój nadgarstek, tak, jakby chciała zatamować krew.
-Boże,[T.I], co ty wyprawiasz- złapałem ją za ramiona.
-Chcę umrzeć! Nie jestem nikomu potrzebna! Zostaw mnie, i pozwól mi odejść- krzyczała przez łzy.
Szybko otworzyłem pierwszą szufladę, w której znajdowała się apteczka pierwszej pomocy.
Wyjąłem pośpiesznie bandaż, który przy okazji wypadł mi z rąk.
-Kurwa pierdolona mać- syknąłem, podnosząc to z ziemi.
Szybko owinąłem jej nadgarstek, tak aby krew przestała lecieć.
-Mi jesteś potrzebna! Nie zostawie Cię! Nie przeżyje bez Ciebie, mi jesteś potrzebna!- przytuliłem ją najmocniej jak się da.
-Jesteś dla mnie wszystkim!- szepnąłem jej do ucha, kiedy jej oddech, płacz i bicie serca trochę się uspokoiło.
-Przepraszam.. że zawszę musisz się mną zajmować- wyszlochała.
-Nie rób mi tego więcej, błagam.Obiecaj mi to.
-Obiecuje- odparła, wtulając się we mnie jeszcze bardziej.
~~~

TO TAKI IMAGIN, NA PRZEPROSINY, ŻE TAK DŁUGO NIE WSTAWIAM ROZDZIAŁU.
MAM NADZIEJE, ŻE JEST OK 
:) X

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz