czwartek, 27 czerwca 2013

Rozdział 2. "Zmykaj do swojego księcia!"

-No?- zapytałam lekko przerażona tym, ze tak darł tą morde do słuchawki.
-Sprawdzam tylko czy żyjesz- zaśmiał się .
-Boże, co mnie straszysz idioto- krzyknęłam.
-Przepraszam no! Ej, a gdzie ty właściwie jesteś?
-Aktualnie? Aktualnie to stoje przed klubem, na przedmieśiu Londynu i rozmawiam z Tobą.
-Słucham? Poszłas do klubu beze mnie? Oj nie mała, tak sie nie bawie- słyszałam jak sie smieje.
-Obiecuje Ci Matt, że w przyszły piątek pójdziemy razem z Lilly!
-Trzymam Cie za słowo. Mam później po Ciebie przyjechać?
-Nie, nie trzeba, zamówie taxi- rzuciłam.
-Okey, tylko uważaj na siebie!
-Pa- rzuciłam.
***
-po kilku godzinach-
Trochę przygnębiający wido.. nie, w sumie to troche mnie to obrzydza, kiedy zakochana para całuje sie, nie patrząc na innych ludzie dookoła. Od kilku minut mam widok na Zayna i Perrie którzy się całują.. nie, zaraz zaraz, oni są tak pijani, że połykają siebie na wzajem. Gołym okiem można zauważyć to pożądanie, które wisi po między nimi.
-Eeej Malik, bo zaraz wam powietrza zabraknie!- krzyknął Harry, który był tak samo -albo i bardziej- wstawiony od nich, wcale nie byłam gorsza. Ilość alhokolu dawała swoje znaki, powodując u mnie  zawroty głowy. Zastanawiało mnie jak wróce do domu, bo moim portfelu znajdowało się jedynie 15£.
-Okey, to my będziemy już zmykać- Pezz wstała ze swojego miejsca.
-To narazie!- dodał Zayn.
-Ej, Perrie, a co z ciuchami?!- krzyknęłam.
Uśmiechneła się i kiwneła ręką w stylu "a co tam". Przecież była pijana,nie wiedziała co robi, a gdyby nawet chciała dać mi te ciuchy, to i tak bym ich nie przyjeła.
Po kolei każdy ulatniał się z klubu, aż w końcu z naszego towarzystwa zostałam tylko ja i on -ten loczek, który był tak pijany, że na pewno mógłby pomylić psa ze świnią.
-Ja też będe sie zbierać- weschnęłam.
-Ok, już idę- odpowiedział, tak jakbym kazała mu wstać.
Wyszliśmy z klubu, spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
-Co?- zapytał zdezorientowany.
-Jak masz zamiar wrócić do domu?
-Taksówka już czeka.
Harry stanął przed drzwiam, po czym je otworzył.
-Trzymam się zasady, że kobiety mają pierszeństwo.
Byłam pewna, że moje policzki przybrały kolor dojrzałego pomidora.
Widziałam, jak kierowca patrzy nas w lusterku wstecznym, i śmieje sie pod nosem, iż Harry pierdolił coś kompletnie bez sensu.
-Będzie miała pani z nim ciężko. Daje głowe, że będzie chrapał całą noc- zaśmiał się.
-Szanowny panie kierowco, jakże tej cudownej taxówki- zaczął Harry, na co ja parsknęłam cicho śmiechem.
-Czy zauważył pan, jaka ona jest piękna?- spojrzał w moją stronę.
-Jest pan szczęściarzem!- odpowiedział. Cholerne rumieńce!
Ale zaraz zaraz.. czy on powiedział, że Harry jest szczęściarzem? Przecież nie jesteśmy parą, znamy się kilka godzin, a ten idiota nawet nie protestował. No nic..
Kierowca wjechał samochodem na ulice, na której znajdowało się moje mieszkanie. Mężczyzna zatrzymał pojazd pod samą bramą, za którą stał czarny Mini Cooper- samochód Matta.
-Należy się 50£- rzucił.
Harry z trudem wyjął portfel ze swojej kieszeni w mega MEGA obcisłych spodni, poczym wyją banknot i podał kierowcy.
-Dziękuje, miłej nocy- odpowiedział.
-Dziękujemy, dobranoc- odpowiedziałam, zamykając drzwi.
Hej! Czemu on wyszedł ze mną?
-Wejdziesz do środka?-  zapytałam podchodząc do furtki.
Rose, co ty do cholery wyprawiasz?! A no tak, przecież to normalne zapraszać na noc do domu faceta, którego sie prawie nie zna. Pewnie zabije mnie odrazu jak wejdziemy do środka. Psychol.
Stanełam przed drzwiami, i odkluczyłam je. Weszliśmy do środka, najciszej jak sie da, chociaż w naszym stanie nie było to za bardzo możliwe. Stanęłam przed lustrem, chcąc odwiesić katane na wieszak, który znajdował sie obok niego, nagle poczułam dłoń Harry'ego na moim pośladku.
-Mam na Ciebie ogromną ochotę, wiesz?- mruknął mi do ucha.
Co on kurwa odpierdala!
Odwróciłam się zdziwiona. Teraz nasze twarze dzieliły zaledwie kilka centymetrów. Położył dłoń na mojej szyi, a drugą na moim biodrze, zagryzł wargę, poczym musnął kącik moich ust. Zaczął mnie całować tak delikatnie, że zaczęłam rozpływać sie od środka. Chwile potem był bardziej gwałtowny, nasze języki szybko zaczęły współpracować,a moja ręka zaplątała się w jego włosy.
Rose, do kurwy jasnej, dlaczego go nie odepchniesz!
Pieprzyć to!
Poczułam jak siłuje się z moim topem. Zachamowałam go trochę. Wiedziałam jaki ma zamiar, a on chyba wyczuł że nie jestem pewna i z lekka przestraszona.
-Spokojnie,nie skrzywdze Cię- szepnął. Uśmiechnęłam się, a on powrócił do swojej wcześniejszej czynności, w końcu zdjął moją bluzkę i rzucił ją gdzieś w kont. Wziął mnie na ręce i wszedł na góre po schodach. Boże, denerwowałam się, że pod wpływem alkoholu przechyli się do tyłu i spadniemy obydwoje. Lekko ramieniem popchnął drzwi od mojej sypialnii i położył mnie na łóżku. Stanął przy nim, ściągnął swój t-shirt i również rzucił go gdzieś w kąt. Zaśmiał się i usiadł na mnie okrakiem, poczym zaczął całować moją szyje.
-następny dzień-
Obudziłam się kompletnie zmieszana, z kacem i ogromnym bólem głowy. Spojrzałam na budzik,który znajdował się na półce nocnej. -10:13-.
Zdziwiłam sie, kiedy zobaczyłam, że na sobie nie mam nic. Sięgnęłam po szlafrok, który był rzucony na fotelu obok łóżka,owinełam się nim, ruszyłam w stronę łazienki.
-Oo Rosalio, wyglądasz jak zombie- spojrzałam w lustro.
Rozmazany tusz, kredka, i włosy poczochranę jak po seksie. Chwyciłam wacik i nalałam na niego mleczka do demakijażu, zmyłam wszystko, umyłam twarz i zęby, a włosy z lekka rozczesałam i zawinęłam w koka w nieładzie.
-Troche lepiej- znów spojrzałam w lustro. Otworzyłam drzwi i zeszłam do kuchni.
O co chodzi? W kuchni stał Harry w samym rurkach i przyrządzał śniadanie, jeżeli sie nie myle, to smażył chyba bekon.
-Dzień dobry- uśmiechnął się.
Teraz wszystko mi sie przypomniało, wczorajsza noc, klub, taxówka, Harry.. uśmiechnęłam sie na samą myśl o tym, matko.. on tak cudownie całował, jeszcze teraz stoi w mojej kuchnii bez bluzki i przyrządza nam śniadanie.
-Hej- rzuciłam krótko,chcą odwrócić wzrok od jego nagiego torsu.
-Zauważyłem że w twojej lodówce panują pustki, więc zrobiłem małe zakupy- znów pokazał rządek śnieżno białych zębów.
Cholera! Jest taki idealny.
-Aa tak wiem, długo nie robiłam żadnych zapasów, dzięki- odpowiedziałm.
-Harry.. czym my.. no wiesz..- zagryzłam wargę.
-Czy uprawialiśmy seks?- zapytał.
Skinełam nie pewnie głową.
-Ee.. tak- odpowiedział rozbawiony.
Kurwa, z czego on sie tak śmieje.
-Co?- zapytałam.
-Nic nic, wyglądasz na bardzo zmęczoną- rzucił.
Nie pierdol.
-Może trochę- odpowiedziałam,siadając przy stole. Wstałam ponownie, podeszłam do lodówki, po czym wyjełam z niej sok pomarańczowy, a z szafki dwie szklanki. W mieszkaniu rozległ się dzwięk dzwonku do drzwi. Harry nie zwracając na nic uwagi, dalej zajmował się przyrządzaniem jedzenia. Podeszłam do drzwi, i je odkluczyłam. Ujżałam w nich Lilly.
-Hej Rose! - uśmiechnęła sie, i weszła do środka.
-No wiesz, przyszłam do Ciebie, bo chciałam pożyczyć jakieś ciuchy!- dodała.
-Ciuchy?- zapytałam.
Blondynka ruszyła w stronę kuchni.  Cholera jasna!
-Przecież idę dziś na rand...- staneła w kuchni i zobaczyła Harry'ego.
-Emm... Lilly, to jest Harry, Harry to jest Lilly- odpowiedziałam speszona.
-Cześć!- Harry pomachał w jej stronę.
-Hejka- uśmiechneła sie zdziwiona.
-To ja pojde z Lilly na góre, zaraz zejde- rzuciłam krótko.
-Dobrze- uśmiechnął się.
Złapałam blondynke za rękę i pociągnełam ją w strone mojego pokoju.
Zamknęłam drzwi, i dopiero wtedy zobaczyłam jak wygląda mój pokój. Jego bluzka leżała przy ścianie, moje spodnie na środku, potem mój stanik i majtki, jeden but leżał przy biurku drugi zaś pod łóżkiem. Cholera, zrobiłam sie cała czerwona.
-Nie wierze- rzuciła podekscytowana.
-Co?- zapytałam.
-Straciłaś z nim dziewictwo, tak?- zapytała. Lekko sie uśmiechnęłam, zagryzając wargę.
-O kurwa mać, pieprzyłaś się na tym łóżku z Harrym Stylesem, nie mogę! Normalnie jestem zazdrosna!- zaśmiała sie, dalej nie mogąc w to uwierzyć.
-Chciałaś jakieś ciuchy, tak?- zapytałam.
-Tak, ide dziś na randkę z Tom'em uśmiechnęła sie podekscytowana.
-Rosalio, do jasnej ciasnej, masz mi powiedzieć jak to zrobiłaś,że Styles robi Ci teraz śniadanie!- zarządała.
-Opowiem Ci to jutro.. chociaż sama nic za bardzo nie pamiętam.- odpowiedziałam.
-Wybierz sobie coś- pokazałam gestem szafe.
-Zmykaj do swojego księcia- odpowiedziała ze śmiechem.
-Słuchaj Lilly, przespałam się z nim, ale nie wydaje mi się, żeby coś z tego było- odparłam.
-Hello, Rose,chłopak przygotowuje dla Ciebie śniadanie, gdyby zależało mu na jedno razowej zabawie, już by go tu nie było!
-Idź do niego, ja sobie coś znajde- dodała.
Weschnęłam i zeszłam wolno po schodach.
***
-To ja będe sie już zbierać- rzucił.
-Masz może ochote gdzieś wyjść wieczorem?- dodał.
-Zastanowie się- odpowiedziałam
-Możesz mi dać na chwile twój telefon?-zapytał.
Zdziwiona podałam mu starego Black Berry. Wstukał jakiś numer, po kilku sekundach zadzwonił jego telefon.
-No! I już mam twój numer- uśmiechnął się.
-W takim razie do Ciebie zadzwonie- odpowiedziałam.
-Albo ja do Ciebie- dodał.
-To narazie- rzucił zamykając drzwi.
Zakluczyłam drzwi, i poczułam wibracje telefonu w dłoni.
Od : 978 287 154
Będe po Ciebie o 19, pasuje? Harry .x
Do : Harry .x
No dobrze, do zobaczenia :) x

Weschnęłam i ruszyła schodami do mojej sypialni. Podeszłam do szafy, wyjełam z niej białą bokserke i szare luźne dresowe spodnie, które przy kostkach były zwężane, ogarnełam z lekka łóżko, ciuchy położyłam na nim i ruszyłam w strone łazienki. Wziełam orzeźwiający prysznic, i umyłam włosy. Owinełam się ręcznikiem i wróciłam do pokoju, ubrałam przygotowane ciuchy, wysuszyłam włosy, uczesałam je w wysokiego kucyka.
Poszprzątałam w kuchni.
Ruszyłam w strone mieszkania Lilly.
Zapukałam, ale widząc że drzwi są odkluczone, weszłam do środka.
-Lillyyy!- krzyknęłam.
-Na górze jestem!- usłyszałam.
Wbiegłam po schodach, i nie pukając, weszłam do jej pokoju. 
-Pomóż mi!- krzyknęłam przez śmiech.


poniedziałek, 3 czerwca 2013

#IMAGINE | You make me rise, when i fall ▼

*TWITTER
*TUMBLR
*
Harry Styles.

Przekręcałam już klucz w zamku, kiedy usłyszałam pierwsze dźwięki piosenki "Stay" - Rihanny. Dzwonił mój telefon.
-Tak, słucham?- zapytałam, popychając drzwi kolanem.
-Pani [Twoje imię i nazwisko] ?- usłyszałam.
-Przy telefonie. Z kim rozmawiam?- zapytałam, odkładając zakupy na blat kuchenny.
-Tu doktor Walker. Moim obowiązkiem jest powiadomić najbliższą rodzinę, osoby która jest w stanie krytycznym..dzwonie w sprawie pańskiej matki- zaczął.
-O Boże..- odpowiedziałam siadając na krzesło. Oczy momentalnie zapełniły się łzami.
-Ja..ja już jadę do szpitala- wyszlochałam do słuchawki. 
-Dobrze, do zobaczenia- odparł rozłączając się. 
#Perspektywa Harry'ego#
Siedzieliśmy w samolocie, a ja przeglądałem nasze wspólne zdjęcia.. 
moje i [T.I] 
#Perspektywa Louisa#
-Harry.. widziałeś to?- zacząłem.
-Harry!- szturchnąłem go w ramię, pokazując mu gazetę.
-Hmm- wyrwałem go z zamyślenia.
-Co ty robisz?- zapytałem.
-Oglądam zdjęcia- odparł, dalej patrząc w ekran czarnego iPhona.
-Jakie?- zapytałem znudzony.
-Moje i [T.I]- odpowiedział. 
-O Boże...- westchnąłem. 
-Cholera jasna, Louis! Rozumiem, byliśmy kiedyś parą, ale było to dawno.. czy ty nie zrozumiesz że teraz kocham [T.I]? Nie możesz tego zaakceptować?- zdenerwował się.
-Nie! Nie zaakceptuję tego. Kurwa, kocham Cię- odpowiedziałem, patrząc mu głęboko w oczy.
Ahh.. te zielone, cudowne, hipnotyzujące oczy. A te usta? Malinowe.. które same się proszą, żeby je pocałować.
-Zawszę musisz wszystko zjebać, prawda? - rzucił.
-Ja? JA?! To ty wszystko zepsułeś! Gdyby nie twoja dziw... lala, która leci tylko na twoją kasę to..
-Chłopaki!- przerwał nam Liam, pokazując oczami, że większość osób na pokładzie samolotu się na nas patrzy.
-Może trochę ciszej..- dodał Zayn.
-Obraź ją jeszcze raz, to inaczej porozmawiamy- odpowiedział, chcąc wstać z siedzenia.
#Twoja perspektywa#
-Możemy porozmawiać?- z zamyśleń wyrwał mnie lekarz. 
Wyszliśmy na korytarz, mężczyzna popatrzył na mnie z poważną miną.
-Pani matka.. ona może umrzeć w każdym momencie. Jej stan jest tak słaby.. organizm, serce.. to wszystko jest bardzo, bardzo osłabione, jednak można to było przewidzieć przy "złośliwym raku"-odpowiedział.
-Na prawdę, bardzo mi przykro- dodał, po czym odszedł po chwili.

Znowu, znowu to samo. Chcę żeby mnie teraz wspierał, przytulił, pocałował. Jaki to cholerny pech, że kiedy go najbardziej potrzebuje, on jest w pracy. Harry z chłopakami właśnie kończą trasę koncertową, i teraz są w Miami.. albo w samolocie. Wrócą za jakieś 2 może 3 tygodnie.
Rozpłakałam się jak małe dziecko. Zsunełaśm się plecami po ścianie, płacząc coraz bardziej. Miałam tylko mamę i Harry'ego, tata zmarł kilka lat temu na zawał. Nie miałam rodzeństwa, a najbliższa rodzina mieszkała na końcu kraju, były to okolice Wolverhampton, więc nie odwiedzali nas zbyt często. 
Teraz byłam sama.
#Perspektywa Harry'ego#
Jeszcze jeden taki chamski tekst na temat [T.I], to. chyba wywale mu z pięści w twarz. Chyba do końca życia będzie mi to wypominał, że byliśmy parą.. ale to na prawdę było dawno.. jeszcze na początku xfactora. Ludzie się zmieniają, ja się zmieniłem, zmieniłem orientację.. z homosexualisty na bisexualiste, i teraz jestem w cudownym związku z cudowną dziewczyną.
Ona jest wspaniała, pamiętam jak się poznaliśmy.
To dośc dziwne 'spotkanie'.
Wychodziłem ze Starbucksa, i zamykałem drzwi. Nie zauważyłem, że ktoś za mną szedł, no i wtedy przez przypadek, drzwiami w twarz dostała [T.I], wylewając przy okazji kawę na swoją zwiewną malinową sukienkę, do której miała zarzuconą na siebie krótką jeansową katanę.
Pewnie normalnie, to by zaczęła krzyczeć, i nazwała by mnie kretynem, ale ona zaczęła się śmiać sama z siebie i powiedziała, że jest fajtłapą, bo nie widziała, że zamykam drzwi.
Właśnie to mnie w niej zauroczyło, że śmiała się ze swojego nieszczęścia.
Wtedy, zapytałem jej, czy w ramach przeprosin, da się zaprosić na kolację. Na początku miała małe wątpliwości co do tego, ale wkońcu udało mi się ją na mówić. 
Pamiętam, że bardzo się denerwowałem tym spotkaniem, ale nie żałuje, że tak powiem, tego, że dostała tymi drzwiami, bo gdyby nie one, to byśmy się nie poznali.
**
Samolot wylądował. Drzwi wyjściowe się otworzyły. Założyłem na nos czarne Ray Ban'y, i wyszłem tak szybko, żeby nie spotkać Louisa, jednak wiedziałem, że w taxówce, i tak się spotkamy.
-Harry!- usłyszałem, że ktoś mnie woła. Odwróciłem się, i zobaczyłem Louisa.
Zignorowałem go. 
Chwilę później poczułem, jak ktoś kładzie ręke na moim ramieniu. 
-Zostaw mnie!- zepchnąłem ją z ramienia.
-Przepraszam, nie powinienem.. no wiesz- rzucił.
-Oh serio? No co ty nie powiesz- odparłem chamsko, i ruszyłem przed siebie. 
Poczułem, jak telefon - który przed momentem włączyłem - wibruje mi w kieszeni.

"my sweetie .xx"

-Cześć kochanie!- uśmiechnąłem się do słuchawki.
-Harry..- usłyszałem jej zapłakany głos.
-Co się stało?!- zaniepokoiłem się.
-Moja mama.. ona.. ona umiera- rozpłakała się tak mocno, że prawie jej nie zrozumiałem.
Zamarłem. Nie wiedziałem, co mam teraz powiedzieć. "Skarbie będzie dobrze" ? "Nie płacz!" ? Byłbym idiotą, gdybym tak powiedział. 
-Spróbuję przylecieć jeszcze dziś, obiecuję- odpowiedziałem po chwili. 
-Dobrze- odrzekła.
-Chcesz teraz porozmawiać?
-Nie.. nie mogę.. muszę iść do mamy, odpowiedziała roztrzęsiona.
-Rozumiem. To, zadzwonie do Ciebie za dwie godzi.. przecież są te strefy czasowe- westchnąłe,.
-I tak nie będe spać- oparła dalej płacząc.
-Proszę Cię, tylko nie rób nic głupiego- zacząłem.
-Muszę kończyć- tak jakby zmieniła trochę zmieniła temat. 
-[T.I] !- zdenerwowałem się z lekka.
-Przepraszam Cię... ale zrozum, że to...to jedyna rzecz, która mnie odstresowuje.. przepraszam- znów się rozpłakała. 
-Zrozum, że za każdym razem, gdy masz 'doła', kiedy nie ma mnie przy Tobie, ja umieram ze strachu, że żyletka wjedzie za głeboko.. i zostawisz mnie samego na tym świecie.. boje się o Ciebie- w moim głosie można było wyczuć niepokój.
-Dobrze wiesz.. że gdyby Cię teraz nie było.. to znaczy.. gdybyśmy nie byli razem, to na 101% zabiłabym się- odpowiedziała innym głosen niż zawszę, było to spowodowane płaczem.
-Przestań! Nawet tak nie mów!- znów sie zdenerwowałem. Kiedy to mówiłem, siedzieliśmy już w taksówce, od jakiś 5 minut, wszyscy chłopacy patrzyli na mnie zdezorientowanym wzrokiem.. ale oprócz Liama, on jako jedyny chciał mi dać trochę prywatności, nie to co trójka tych tumanów -za przeproszeniem.
-Muszę kończyć- odpowiedziała.
-Kocham Cię!- odparłem, po czym rozłączyła się.
Spojrzałem się na nich takim wzrokiem, jakbym miał kogoś zaraz zabić. Ale nie chodziło o to, że jestem na nich zły czy coś, nie wiedziałem zrobić z [T.I], z tą sytuacją, z tym wszystkim. 
Wszyscy momentalnie wbili wzrok w podłoge. Liam spojrzał się na mnie, on jako jedyny domyślał się o co chodzi. Niby przyjaźnie się ze wszystkimi chłopakami, ale to do niego mam największe zaufanie. 
Brunet usiadł obok mnie i cicho zapytał, czy wszystko wporządku.
Nie odpowiedziałem. Teraz wiedział, że na pewno coś nie gra. 
***
Oh, jakie do CHOLERNE SZCZĘŚCIE, że mam pokój z Louisem. Musiałem iść do menadżera, ponieważ chciałem wrócić do Londynu. 
-Wiesz gdzie jest menago?- zapytałem Tomlinsona.
-A po co Ci?- zapytał.
-Kurwa, pytam się gdzie jest, i huj Cię to obchodzi, po co- krzyknąłem.
-Nie wiem gdzie jest- odparł chamsko.
Nie poznaje go.
Wyszłem z pokoju, po drodzę minąłem Nialla. Zatrzymałem się.
-Nialler, wiesz gdzie jest menago? - zapytałem.
-Emm.. chyba u siebie. Tak, widziałem go jak wchodził do pokoju, jakieś 5 minut temu- odpowiedział.
-Dzięki- uśmiechnąłem się w jego stronę.
**
-Jest sprawa-rzuciłem w strone menadżera.
-Oświeć mnie- odpowiedział.
-Muszę wrócić do Londynu.
-Słucham? Harry, żartujesz sobie, tak?
-Nie, mówie serio- odparłem.
-Dziś przylecieliśmy. Nie jesteśmy w Europie, dlaczego chcesz wracać?-zapytał.
-Tylko niech to zostanie między nami-zacząłem.
-Więc.. mama [T.I] choruje na raka. Właśnie jest w stanie krytycznym i w każdej chwili może umrzeć. [T.I].. ona się samookalecza, ale tylko wtedy, kiedy nie ma już siły na nic. Boje się, że teraz, kiedy my jesteś tu, na Florydzie, ona będąc sama w Anglii zrobi sobie coś.. boje się że ją strace- wyrzuciłem to z siebie.
-Przygotuj walizki, zarezerwuje Ci nocny lot do Londynu- odpowiedział.
-Dziękuje Joe- uśmiechnąłem się do niego.
-Harry!
-Tak?- zapytałem.
-Tylko masz się nią zająć!- odpowiedział poważnie.
-Obiecuje, jeszcze raz dziękuje Joe- uśmiechnąłem się.
-A co z koncertami?- zapytałem po chwili.
-Wszystkim się zajmę, idź się przygotować-rzucił.
Wyszedłem z pokoju.
#Twoja perspektywa#
#Następny dzień#
Weszłam do mieszkania. Rzuciłam torbę, kurtkę i buty w kąt.
Byłam kompletnie załamana. 
Weszłam do sypialni, zdjęłam sweterek i zarzuciłam na siebie t-shirt z Rolling Stones, który należał do Harry'ego. Zdziwiłam się, że go nie wział, co jak co, ale była to jedna z jego ulubionych bluzek.
Podeszłam do komody, na której znajdowało się: nasze zdjęcie, kolekcja książek, szkatułka z biżuterią i lusterko na nóżce.
Szkatułka...
W nie trzymałam żyletki.. w sumie to jedną żyletkę, bo resztę wyrzuciłam, a tą zostawiłam na czarną godzinę, taką jak ta.
Chwyciłam metalowy przyrząd i ruszyłam w stronę łazienki.
Stanęłam przy zimnej kafelkowej ścianie i zsunełam się po niej plecami. 
Jedno cięcie..
Drugie cięcie..
Trzecie..
Ósme.
Assshh- syknęłam z bólu, kiedy krew mocno zaczęła wypływać z mojego nadgarstka.
Podniosłam się z trudem, i stanęłam przy umywalce, nad którą wisiało lustro.
Patrzałam tylko, jak krople krwi obijają się o zlew. 
Ponownie chwyciłam żyletkę i co raz szybciej zaczęłam robić sobie rany.
#Perspektywa Harry'ego#
Właśnie stoje przed mieszkaniem [T.I] i szukam odpowiedniego klucza, aby wejść do środku.
-Jest..- szepnąłem zwycięsko, kiedy znalazłem odpowiedni klucz.
Weszłem po cichu do środka. Nikogo nie zauważyłem.
Po chwili usłyszałem płacz który dobiegał z toalety, podbiegłem tam pośpiesznie
i zobaczyłem zapłakaną [T.I], która mocno.ściskała swój nadgarstek, tak, jakby chciała zatamować krew.
-Boże,[T.I], co ty wyprawiasz- złapałem ją za ramiona.
-Chcę umrzeć! Nie jestem nikomu potrzebna! Zostaw mnie, i pozwól mi odejść- krzyczała przez łzy.
Szybko otworzyłem pierwszą szufladę, w której znajdowała się apteczka pierwszej pomocy.
Wyjąłem pośpiesznie bandaż, który przy okazji wypadł mi z rąk.
-Kurwa pierdolona mać- syknąłem, podnosząc to z ziemi.
Szybko owinąłem jej nadgarstek, tak aby krew przestała lecieć.
-Mi jesteś potrzebna! Nie zostawie Cię! Nie przeżyje bez Ciebie, mi jesteś potrzebna!- przytuliłem ją najmocniej jak się da.
-Jesteś dla mnie wszystkim!- szepnąłem jej do ucha, kiedy jej oddech, płacz i bicie serca trochę się uspokoiło.
-Przepraszam.. że zawszę musisz się mną zajmować- wyszlochała.
-Nie rób mi tego więcej, błagam.Obiecaj mi to.
-Obiecuje- odparła, wtulając się we mnie jeszcze bardziej.
~~~

TO TAKI IMAGIN, NA PRZEPROSINY, ŻE TAK DŁUGO NIE WSTAWIAM ROZDZIAŁU.
MAM NADZIEJE, ŻE JEST OK 
:) X