-No?- zapytałam lekko przerażona tym, ze tak darł tą morde do słuchawki.
-Sprawdzam tylko czy żyjesz- zaśmiał się .
-Boże, co mnie straszysz idioto- krzyknęłam.
-Przepraszam no! Ej, a gdzie ty właściwie jesteś?
-Aktualnie? Aktualnie to stoje przed klubem, na przedmieśiu Londynu i rozmawiam z Tobą.
-Słucham? Poszłas do klubu beze mnie? Oj nie mała, tak sie nie bawie- słyszałam jak sie smieje.
-Obiecuje Ci Matt, że w przyszły piątek pójdziemy razem z Lilly!
-Trzymam Cie za słowo. Mam później po Ciebie przyjechać?
-Nie, nie trzeba, zamówie taxi- rzuciłam.
-Okey, tylko uważaj na siebie!
-Pa- rzuciłam.
***
-po kilku godzinach-
Trochę przygnębiający wido.. nie, w sumie to troche mnie to obrzydza, kiedy zakochana para całuje sie, nie patrząc na innych ludzie dookoła. Od kilku minut mam widok na Zayna i Perrie którzy się całują.. nie, zaraz zaraz, oni są tak pijani, że połykają siebie na wzajem. Gołym okiem można zauważyć to pożądanie, które wisi po między nimi.
-Eeej Malik, bo zaraz wam powietrza zabraknie!- krzyknął Harry, który był tak samo -albo i bardziej- wstawiony od nich, wcale nie byłam gorsza. Ilość alhokolu dawała swoje znaki, powodując u mnie zawroty głowy. Zastanawiało mnie jak wróce do domu, bo moim portfelu znajdowało się jedynie 15£.
-Okey, to my będziemy już zmykać- Pezz wstała ze swojego miejsca.
-To narazie!- dodał Zayn.
-Ej, Perrie, a co z ciuchami?!- krzyknęłam.
Uśmiechneła się i kiwneła ręką w stylu "a co tam". Przecież była pijana,nie wiedziała co robi, a gdyby nawet chciała dać mi te ciuchy, to i tak bym ich nie przyjeła.
Po kolei każdy ulatniał się z klubu, aż w końcu z naszego towarzystwa zostałam tylko ja i on -ten loczek, który był tak pijany, że na pewno mógłby pomylić psa ze świnią.
-Ja też będe sie zbierać- weschnęłam.
-Ok, już idę- odpowiedział, tak jakbym kazała mu wstać.
Wyszliśmy z klubu, spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
-Co?- zapytał zdezorientowany.
-Jak masz zamiar wrócić do domu?
-Taksówka już czeka.
Harry stanął przed drzwiam, po czym je otworzył.
-Trzymam się zasady, że kobiety mają pierszeństwo.
Byłam pewna, że moje policzki przybrały kolor dojrzałego pomidora.
Widziałam, jak kierowca patrzy nas w lusterku wstecznym, i śmieje sie pod nosem, iż Harry pierdolił coś kompletnie bez sensu.
-Będzie miała pani z nim ciężko. Daje głowe, że będzie chrapał całą noc- zaśmiał się.
-Szanowny panie kierowco, jakże tej cudownej taxówki- zaczął Harry, na co ja parsknęłam cicho śmiechem.
-Czy zauważył pan, jaka ona jest piękna?- spojrzał w moją stronę.
-Jest pan szczęściarzem!- odpowiedział. Cholerne rumieńce!
Ale zaraz zaraz.. czy on powiedział, że Harry jest szczęściarzem? Przecież nie jesteśmy parą, znamy się kilka godzin, a ten idiota nawet nie protestował. No nic..
Kierowca wjechał samochodem na ulice, na której znajdowało się moje mieszkanie. Mężczyzna zatrzymał pojazd pod samą bramą, za którą stał czarny Mini Cooper- samochód Matta.
-Należy się 50£- rzucił.
Harry z trudem wyjął portfel ze swojej kieszeni w mega MEGA obcisłych spodni, poczym wyją banknot i podał kierowcy.
-Dziękuje, miłej nocy- odpowiedział.
-Dziękujemy, dobranoc- odpowiedziałam, zamykając drzwi.
Hej! Czemu on wyszedł ze mną?
-Wejdziesz do środka?- zapytałam podchodząc do furtki.
Rose, co ty do cholery wyprawiasz?! A no tak, przecież to normalne zapraszać na noc do domu faceta, którego sie prawie nie zna. Pewnie zabije mnie odrazu jak wejdziemy do środka. Psychol.
Stanełam przed drzwiami, i odkluczyłam je. Weszliśmy do środka, najciszej jak sie da, chociaż w naszym stanie nie było to za bardzo możliwe. Stanęłam przed lustrem, chcąc odwiesić katane na wieszak, który znajdował sie obok niego, nagle poczułam dłoń Harry'ego na moim pośladku.
-Mam na Ciebie ogromną ochotę, wiesz?- mruknął mi do ucha.
Co on kurwa odpierdala!
Odwróciłam się zdziwiona. Teraz nasze twarze dzieliły zaledwie kilka centymetrów. Położył dłoń na mojej szyi, a drugą na moim biodrze, zagryzł wargę, poczym musnął kącik moich ust. Zaczął mnie całować tak delikatnie, że zaczęłam rozpływać sie od środka. Chwile potem był bardziej gwałtowny, nasze języki szybko zaczęły współpracować,a moja ręka zaplątała się w jego włosy.
Rose, do kurwy jasnej, dlaczego go nie odepchniesz!
Pieprzyć to!
Poczułam jak siłuje się z moim topem. Zachamowałam go trochę. Wiedziałam jaki ma zamiar, a on chyba wyczuł że nie jestem pewna i z lekka przestraszona.
-Spokojnie,nie skrzywdze Cię- szepnął. Uśmiechnęłam się, a on powrócił do swojej wcześniejszej czynności, w końcu zdjął moją bluzkę i rzucił ją gdzieś w kont. Wziął mnie na ręce i wszedł na góre po schodach. Boże, denerwowałam się, że pod wpływem alkoholu przechyli się do tyłu i spadniemy obydwoje. Lekko ramieniem popchnął drzwi od mojej sypialnii i położył mnie na łóżku. Stanął przy nim, ściągnął swój t-shirt i również rzucił go gdzieś w kąt. Zaśmiał się i usiadł na mnie okrakiem, poczym zaczął całować moją szyje.
-następny dzień-
Obudziłam się kompletnie zmieszana, z kacem i ogromnym bólem głowy. Spojrzałam na budzik,który znajdował się na półce nocnej. -10:13-.
Zdziwiłam sie, kiedy zobaczyłam, że na sobie nie mam nic. Sięgnęłam po szlafrok, który był rzucony na fotelu obok łóżka,owinełam się nim, ruszyłam w stronę łazienki.
-Oo Rosalio, wyglądasz jak zombie- spojrzałam w lustro.
Rozmazany tusz, kredka, i włosy poczochranę jak po seksie. Chwyciłam wacik i nalałam na niego mleczka do demakijażu, zmyłam wszystko, umyłam twarz i zęby, a włosy z lekka rozczesałam i zawinęłam w koka w nieładzie.
-Troche lepiej- znów spojrzałam w lustro. Otworzyłam drzwi i zeszłam do kuchni.
O co chodzi? W kuchni stał Harry w samym rurkach i przyrządzał śniadanie, jeżeli sie nie myle, to smażył chyba bekon.
-Dzień dobry- uśmiechnął się.
Teraz wszystko mi sie przypomniało, wczorajsza noc, klub, taxówka, Harry.. uśmiechnęłam sie na samą myśl o tym, matko.. on tak cudownie całował, jeszcze teraz stoi w mojej kuchnii bez bluzki i przyrządza nam śniadanie.
-Hej- rzuciłam krótko,chcą odwrócić wzrok od jego nagiego torsu.
-Zauważyłem że w twojej lodówce panują pustki, więc zrobiłem małe zakupy- znów pokazał rządek śnieżno białych zębów.
Cholera! Jest taki idealny.
-Aa tak wiem, długo nie robiłam żadnych zapasów, dzięki- odpowiedziałm.
-Harry.. czym my.. no wiesz..- zagryzłam wargę.
-Czy uprawialiśmy seks?- zapytał.
Skinełam nie pewnie głową.
-Ee.. tak- odpowiedział rozbawiony.
Kurwa, z czego on sie tak śmieje.
-Co?- zapytałam.
-Nic nic, wyglądasz na bardzo zmęczoną- rzucił.
Nie pierdol.
-Może trochę- odpowiedziałam,siadając przy stole. Wstałam ponownie, podeszłam do lodówki, po czym wyjełam z niej sok pomarańczowy, a z szafki dwie szklanki. W mieszkaniu rozległ się dzwięk dzwonku do drzwi. Harry nie zwracając na nic uwagi, dalej zajmował się przyrządzaniem jedzenia. Podeszłam do drzwi, i je odkluczyłam. Ujżałam w nich Lilly.
-Hej Rose! - uśmiechnęła sie, i weszła do środka.
-No wiesz, przyszłam do Ciebie, bo chciałam pożyczyć jakieś ciuchy!- dodała.
-Ciuchy?- zapytałam.
Blondynka ruszyła w stronę kuchni. Cholera jasna!
-Przecież idę dziś na rand...- staneła w kuchni i zobaczyła Harry'ego.
-Emm... Lilly, to jest Harry, Harry to jest Lilly- odpowiedziałam speszona.
-Cześć!- Harry pomachał w jej stronę.
-Hejka- uśmiechneła sie zdziwiona.
-To ja pojde z Lilly na góre, zaraz zejde- rzuciłam krótko.
-Dobrze- uśmiechnął się.
Złapałam blondynke za rękę i pociągnełam ją w strone mojego pokoju.
Zamknęłam drzwi, i dopiero wtedy zobaczyłam jak wygląda mój pokój. Jego bluzka leżała przy ścianie, moje spodnie na środku, potem mój stanik i majtki, jeden but leżał przy biurku drugi zaś pod łóżkiem. Cholera, zrobiłam sie cała czerwona.
-Nie wierze- rzuciła podekscytowana.
-Co?- zapytałam.
-Straciłaś z nim dziewictwo, tak?- zapytała. Lekko sie uśmiechnęłam, zagryzając wargę.
-O kurwa mać, pieprzyłaś się na tym łóżku z Harrym Stylesem, nie mogę! Normalnie jestem zazdrosna!- zaśmiała sie, dalej nie mogąc w to uwierzyć.
-Chciałaś jakieś ciuchy, tak?- zapytałam.
-Tak, ide dziś na randkę z Tom'em uśmiechnęła sie podekscytowana.
-Rosalio, do jasnej ciasnej, masz mi powiedzieć jak to zrobiłaś,że Styles robi Ci teraz śniadanie!- zarządała.
-Opowiem Ci to jutro.. chociaż sama nic za bardzo nie pamiętam.- odpowiedziałam.
-Wybierz sobie coś- pokazałam gestem szafe.
-Zmykaj do swojego księcia- odpowiedziała ze śmiechem.
-Słuchaj Lilly, przespałam się z nim, ale nie wydaje mi się, żeby coś z tego było- odparłam.
-Hello, Rose,chłopak przygotowuje dla Ciebie śniadanie, gdyby zależało mu na jedno razowej zabawie, już by go tu nie było!
-Idź do niego, ja sobie coś znajde- dodała.
Weschnęłam i zeszłam wolno po schodach.
***
-To ja będe sie już zbierać- rzucił.
-Masz może ochote gdzieś wyjść wieczorem?- dodał.
-Zastanowie się- odpowiedziałam
-Możesz mi dać na chwile twój telefon?-zapytał.
Zdziwiona podałam mu starego Black Berry. Wstukał jakiś numer, po kilku sekundach zadzwonił jego telefon.
-No! I już mam twój numer- uśmiechnął się.
-W takim razie do Ciebie zadzwonie- odpowiedziałam.
-Albo ja do Ciebie- dodał.
-To narazie- rzucił zamykając drzwi.
Zakluczyłam drzwi, i poczułam wibracje telefonu w dłoni.
Od : 978 287 154
Będe po Ciebie o 19, pasuje? Harry .x
Do : Harry .x
No dobrze, do zobaczenia :) x
Weschnęłam i ruszyła schodami do mojej sypialni. Podeszłam do szafy, wyjełam z niej białą bokserke i szare luźne dresowe spodnie, które przy kostkach były zwężane, ogarnełam z lekka łóżko, ciuchy położyłam na nim i ruszyłam w strone łazienki. Wziełam orzeźwiający prysznic, i umyłam włosy. Owinełam się ręcznikiem i wróciłam do pokoju, ubrałam przygotowane ciuchy, wysuszyłam włosy, uczesałam je w wysokiego kucyka.
Poszprzątałam w kuchni.
Ruszyłam w strone mieszkania Lilly.
Zapukałam, ale widząc że drzwi są odkluczone, weszłam do środka.
-Lillyyy!- krzyknęłam.
-Na górze jestem!- usłyszałam.
Wbiegłam po schodach, i nie pukając, weszłam do jej pokoju.
-Pomóż mi!- krzyknęłam przez śmiech.