piątek, 13 grudnia 2013

Rozdział 3.

-Co się stało?!- zapytała zdezorientowana.
-Nie wiem co mam ubrać, wychodze dziś wieczorem- odpowiedziałam.
-Z Harrym?- uśmiechnęła się tak, że aż mnie zabolały policzki.
-Tak- odparłam.
-Nie wiem jak mam sie ubrać!- dodałam.
-Hmm.. skoro to pierwsza randka..
-To nie randka!- poprawiłam ją.
-No dobra, pierwsze takie wasze spotkanie, to mogłabyś ubrać sukienke, na przykład w kolorze malinowym, albo łososiowym,a na to katane, taką do pasa, i koturny, plus dodatki oczywiście- odpowiedziała.
-Lilly, kocham Cię!- rzuciłam uradowana.
-Pamiętasz tą sukienke, co ją razem kupowałyśmy w Top Shopie? Taka malinowa podchodząca pod róż..?- zapytała.
-Yhym.. a tak, wiem o jaką Ci chodzi- rzuciłam, pocierając wskazującym palcem o dolną warge.
-To ta byłaby dobra- odpowiedziała.
-Mam pomysł! Zaraz wróce- odparłam i zbiegłam po schodach.  Odkluczyłam szybko drzwi od mojego mieszkania, pobiegłam do sypialni, z pod łóżka wyciągnęłam walizkę i wrzuciłam do niej wszystkie odpowiednie sukienki, buty, katany, marynarki i różne dodatki, zapiełam ją i spowrotem pobiegłam do Lilly.
Weszłam z walizką po schodach, i położyłam ją na ziemi w pokoju Lilly.
-To wszystkie rzeczy, które mogłabym ubrać- otworzyłam torbę
-Cieszysz się z tego spotkania, nie?- uśmiechnęła sie.
-On jest bardzo miły.. dobra, zabierany się za przymierzanie ciuchów!- odpowiedziałam.
Harry's P.O.V
-Hej Paul! Czy mógłbyś załatwić mi dziś stolik w restauracji na 19 lub19.30? - zapytałem.
-Hmm.. postaram się- odpowiedział.
-Dzięki, w razie czego, dzwoń do mnie.
-Dobrze- odparł, po czym sie rozłączył.
***
Przypomniała mi się noc z Rose. Chociaż dużo z tego nie zapamiętałem,  to przynajmniej pamiętam wspólne śniadanie. Trochę nie zręcznie, że nasza znajomość się tak zaczęła. Mam  nadzieję, że coś z tego będzie.. za przyjaźnimy się czy coś. Wydaje się być bardzo miłą dziewczyną. Pamiętam, jak rano się obudziłem, i zobaczyłem ją, jak spała, wyglądała tak niewinnie, a potem w kuchni, nie wiedziała co się dzieje.. cieszę się że zgodziła się dziś ze mną wyjść.
-Halo?- zapytałem przykładając telefon do ucha.
-Hej Harry. Dziś wieczorem robimy grilla, no wiesz, impreza na świeżym powietrzu. Chciałem zapytać czy chciałbyś wpaść- Liam zaśmiał się do słuchawki.
-Um.. on dobra. Ale nie będę sam- rzuciłem.
-Jasne, nie ma sprawy, to bądź.. bądźcie o 20.
-Okey, do zobaczenia, pa- rozłączył się.
Do: Rose.
"Plany się troche po zmieniały, sądze że lepiej będzie, jeśli nie ubierzesz szpilek i sukienki. Mała rada. Harry xx"
Wyślij.
Noo..- westchnąłem i wsiadłem do najbliższej taksówki. Byłem bardzo zmęczony. Chciałem jak najszybciej przyjechać do domu, wziąźć prysznic i położyć się spać. Z racji tego, że mój dom był na przed mieściach miasta, a rano były małe sobotnie korki, na miejscu byłem dopiero po 40-stu minutach.
Zapłaciłem taksówkarzowi, trzasnęłem drzwiami i podeszłem do bramy. Wpisałem kod (aby brama sie otworzyła) po czym, wszedłem do środka.
Odkluczyłem drzwi, kopnąłem buty w głąb korytarza, i ruszyłem schodami do góry. Stanąłem przy łóżku, ściągnąłem spodnie i koszulkę, rzuciłem się na łóżko i zasnąłem.
***
Spojrzałem na okno zaspanymi oczyma. Słończe powoli zniżało się co raz niżej.
Szybko sięgnęłem ręką do kieszeni czarnych spodni, które leżały na ziemi, i wyjęłem z nich telefon. Spojrzałem na wyświetlacz -18:56.
-Jezu, nie wyrobie się- pośpiesznie wstałem z łóżka i ruszyłem w stronę łazienki.
Wzięłem szybki prysznic, a kiedy z pod niego wyszłem, było 10 po 19. Wytarłem mokre ciało ręcznikiem i owijając go wokół pasa podszedłem do szafy. Wyciągnełem z niej granatowe spodnie do kolan z  nogawkami lekko podwijanymi na dole i białą koszulkę z kieszonką na piersi. Rękawki też lekko podwinąłem, a na gołe stopy założyłem krótkie granatowe conversy.
Mokre włosy trochę wysuszyłem ręcznikiem, lecz po chwili były one prawie suche. Ułożyłem je, użyłem trochę perfum i stwierdziłem że jestem gotowy do wyjścia.
*Rose's P.O.V*
Szybko, mów, tak mogę iść?- zapytałam, stając przed Lilly, w jeansowych spodniach z podwiniętymi nogawkami, czerwonej koszuli w krate z długim rękawem i granatowymi vansami na nogach.
-Tak. Jest ok- uśmiechnęła się.
Uff, w końcu. W sumie to już i tak nie mam czasu na przebieranie sie. Chwyciłam torebkę, wrzuciłam do niej najpotrzebniejsze rzeczy.
Poprawiłam jeszcze włosy, i ruszyłam w stronę lustra, kiedy w domu rozległ się dzwięk pukania do drzwi. Podeszłam do nich i je otworzyłam. Harry.
-Cześć- uśmiechnął się. Gotowa?- dodał.
-Tak, oczywiście- odparłam zamykając za sobą drzwi.
-A gdzie jedziemy, jeśli mogę wiedzieć- zapytałam.
-Mój przyjaciel wyprawia grilla. Liam.. pamiętasz go?
-Tak, dużo będzie ludzi?
-Raczej nie, cała paczka, która była w klubie, i może jeszcze jacyś znajomi Liama.
**
Wjechaliśmy autem na malutki parking.. jeśli w ogóle można było to tak nazwać, wyszliśmy z auta i ruszyliśmy w stronę przygotowanego stołu i krzeseł, które stały pomiędzy drzewami, na których były rozwieszone lampki. Nie daleko stolika, stał drewniany domek.. który nie wyglądał jak zwykły prosty, letniskowy domek. Jestem pewna że, był 3 razy droższy od mojego mieszkania. Obok domku, stał czarny Range Rover, który jak sądze- należał do Liama.
-Hej!- z domku wyszła dziewczyna z lekkimi lokami, oraz przedziałkiem na środku. Ubrane miała jeansowe shorty i malinową koszulową bluzkę.
-Hej Danielle, gdzie Liam?- zapytał Harry.
-Rozpala grilla- uśmiechnęła się.
-Ok, to ja pójde mu pomóc, a wy się poznajcie- zaśmiał się i odszedł.
-Rose, prawda?-zapytała.
-Tak, widzę że ty nie byłaś aż tak pijana, w końcu pamiętasz moje imię- zaśmiałam się.
-No tak haha, pomożesz mi? Muszę zanieść jedzenie na stół.
-Jasne-uśmiechnęłam się i ruszyłam za nią.
***
Zanosiłam ostatnią miskę z sałatką, kiedy podjechały trzy auta. Z jednego wyszedł Lousi i jakaś laska, z drugiego Zayn i Perrie, a z trzeciego Niall również z jakąś dziewczyną. Każdy z nich lekko trzasnął drzwiami i ruszył w stronę domku.
-Cześć Rose!- krzyknęła Perrie, i szybkim krokiem do mnie podeszła i mnie przytuliła.
-No witam- zaśmiałam się.
-Przyjechałaś z Harrym czy jak?
-Ta, z Harrym- uśmiechnęłam sie.
**
-Idziesz?- usłyszałam Harry'ego, który przed momentem wszedł do kuchni.
-Tak, już idę- uśmiechnęłam się sztucznie.
-Wszystko w porządku?
-Tak, po prostu trochę się denerwuje. To są Twoi znajomi.. ja znam ich tylko z klubu, wiesz o co mi chodzi..- weschnęłam.
-Nie masz się czym denerwować, znasz Perrie, z Danielle też się polubiłyście, a chłopacy nie mieli jeszcze okazji lepiej Cię poznać. A jeśli chodzi o Eleanor i Margaret, to nimi się nie przejmuj.
Słucham? Dlaczego miałabym się nimi przejmować?
-A teraz chodź- uśmiechnął się i wyciągnął w moją stronę rękę.
Ugh.. troszeczkę niezręcznie.
Złapałam dłoń i ruszyłam za nim.
**
-Niall, jedźmy już, jestem zmęczona- rzuciła Margaret.
-Ale chwile temu przyje..
-Jestem zmęczona, rozumiesz?!- podniosła ton, a Niall z grzeczności wstał i powiedział "to na nas już czas, narazie"
Jezu, współczuje mu.
-Margaret! No co ty! Zostańcie jeszcze!- krzyknął uśmiechnięty Liam.
-Nie. Chcę już wracać do domu, cześć- odeszła od stołu.
-Na razie- odpowiedział zrezygnowany Niall, po czym ruszył w stronę auta.
***
Nie wiem dlaczego, ale kiedy Niall i jego dziewczyna pojechali do domu, atmosfera zrobiła się milsza, rozmawiało nam sie swietnie, spojrzałam na zegarek, była 01:40, oczy powoli same mi sie zamykały i nawet nie wiem kiedy, położyłam swoją głowę na ramie Harry'ego. 
-Rose, jeśli jesteś śpiąca możesz się położyć u góry, specjalnie przyszykowaliśmy pokoje dla was- uśmiechnął się Liam. 
-na prawdę? Jeju przepraszam was bardzo, jestem strasznie zmęczona- odpowiedziałam, a Harry zaśmiał się pod nosem. Tak idioto, to przez Ciebie.
-nic nie szkodzi- odpowiedziała Danielle. Chodź, zaprowadze Cię- dodała.
Uśmiechnęłam się i wstałam, ruszając za dziewczyną.
-Rose, niestety nie mam żadnej piżamy dla ciebie, przyjechaliśmy tu na max 5 dni wiec wzięłam tylko jedną dla siebie, ale mogę dać Ci jakąś moją luźniejszą bluzkę jeśli chcesz.
-jeśli bym mogła.. Dziękuje- uśmiechnęłam się. 
Dziewczyna wyszła z pokoju ale zaraz potem wróciła. Proszę- podała mi t-shirt z napisem "i love my boyfriend more than food". Zaśmiałam się patrząc na bluzkę a Danielle parsknęła śmiechem. 
-tylko taką miałam- odpowiedziała.
-ale nic sie nie stało przecież!
-no dobrze! W razie czego łazienka to 2 drzwi od prawej. Czyste ręczniki są w stawce obok zlewu, czuj się jak u siebie- uśmiechnęła się i wyszła.
Wstałam z łóżka i ruszyłam w stronę łazienki. Przekluczyłam zamek i zdjęłam z siebie ciuchy. Weszłam pod prysznic, odkręciłam kurek z ciepłą wodą która zawsze działała kojąco na moje ciało.
**
Po 15 minutach wyszłam z pod prysznica, z szafki wyjęłam ręcznik który miał kolor kawy z mlekiem, wytarłam się dokładnie, po czym ubrałam luźną koszulkę. 
Weszłam do "naszego" pokoju, jednak nie był on już pusty. Na łóżku leżał Harry, który mi się przyglądał. Dało sie zauważyć ze jest napity.
-no czeeeeść- uśmiechnął się, ukazując dołeczki.
-witam- odpowiedziałam ze śmiechem. Oczka wyżej poproszę- dodałam, kiedy zauważyłam ze patrzy sie na mój tyłek, który nie był całkowicie zakryty- dzięki nie zbyt długiej bluzce.
Położyłam się obok niego i przykryłam kołdrą.
-Dobranoc kochanie- rzucił.
-Dlaczego mówisz do mnie kochanie?- zdzwiłam sie.
-No wiesz.. Myślałem ze jak my wczoraj .. to juz wiadomo ze jesteśmy razem..- zmieszał się. 
-Oj nie nie Harry, ze mną nie jest tak łatwo. O mnie trzeba powalczyć- uśmiechnęłam sie.
-w takim razie, będę walczył- odpowiedział. Dobranoc Rose- dodał.
-dobranoc Harry- odpowiedziałam, uśmiechając sie pod nosem. Boże, to chyba najsłodsza rzecz jaką powiedział mi chłopak.
*następny dzień, rano*
Obudziłam się pod ręką Harry'ego.
Spojrzałam na niego, uśmiechnął się przez sen.
-Harry śpisz?
-Śpię- odpowiedział przysuwając się do mnie.
-Mógłbyś oddać mi troszeczkę kołdry? Jest mi zimno.
Brunet nic nie odpowiedział tylko mocno mnie do siebie przyciągnął i szepnął zaspanym głosem- teraz cieplej?
-Cieplej- odpowiedziałam zarumieniona. Na całe szczęście pewnie tego nie zauważył.
-Jesteś słodka kiedy masz buraczka na twarzy- zachichotał. O Boże, jednak zauważył.
-Jesteś słodki kiedy śpisz- odpowiedziałam. Czy ja w ogóle kontroluje to co mówie?!
-Dziękuje, wzajemnie- odparł. Śpimy dalej? Która jest godzina?- zapytał.
-8:20- rzuciłam. Śpimy dalej- zaśmiałam się.
-Uh, dziękuje- odparł, opierając głowe na moim karku.
**
-Wejdziesz do środka?-zapytałam, kiedy podjechaliśmy jego autem pod mój dom.
-Może innym razem, trochę się śpieszę- odpowiedział.
-No dobrze, w razie czego dzwoń- uśmiechnęłam się, poczym chciałam  pociągnąć za klamke od drzwi
-Rose?- zapytał odwracając moją głowe w jego strone.
-Hmm?- zapytałam zdziwiona.
-Do zobaczenia - odparł złączając nasze usta w długim pocałunku.
-Harry..my..my nie powinniśmy- rzuciłam zmieszana.
-Jak to nie? Wszystko jest dla ludzi- uśmiechnął się ukazując rządek białych zębów.
-Uh, pa Harry- wysiadłam z auta.
-Pa piękna- odpowiedział, po czym odjechał.

___________________________________________________
Ten rozdział jest taki nijaki eh, ale chciałam wam powiedzieć że następny rozdział pojawi się dopiero wtedy, jeśli pod tym rozdziałem pojawią się komentarze. No kurcze, przecież nie piszę tego sama dla siebie.
Kilka komentarz= następny rozdział

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Przepraszam!

Hej kochani! Tak bardzo bardzo bym chciała was przeprosić za to że nie dodawałam tak długo rozdziału. Blog był zawieszony a ja o tym nawet nie napisałam, ale na pewno nie kończę z pisaniem. Bardzo bym chciała dodać rozdział jeszcze w tym roku i wydaje mi sie ze tak będzie bo nie mam żadnych ocen do poprawiania:) 
Zmieniłam nazwę na Twitterze @vanspeazer
Kocham was mocno 💕💕💕

czwartek, 27 czerwca 2013

Rozdział 2. "Zmykaj do swojego księcia!"

-No?- zapytałam lekko przerażona tym, ze tak darł tą morde do słuchawki.
-Sprawdzam tylko czy żyjesz- zaśmiał się .
-Boże, co mnie straszysz idioto- krzyknęłam.
-Przepraszam no! Ej, a gdzie ty właściwie jesteś?
-Aktualnie? Aktualnie to stoje przed klubem, na przedmieśiu Londynu i rozmawiam z Tobą.
-Słucham? Poszłas do klubu beze mnie? Oj nie mała, tak sie nie bawie- słyszałam jak sie smieje.
-Obiecuje Ci Matt, że w przyszły piątek pójdziemy razem z Lilly!
-Trzymam Cie za słowo. Mam później po Ciebie przyjechać?
-Nie, nie trzeba, zamówie taxi- rzuciłam.
-Okey, tylko uważaj na siebie!
-Pa- rzuciłam.
***
-po kilku godzinach-
Trochę przygnębiający wido.. nie, w sumie to troche mnie to obrzydza, kiedy zakochana para całuje sie, nie patrząc na innych ludzie dookoła. Od kilku minut mam widok na Zayna i Perrie którzy się całują.. nie, zaraz zaraz, oni są tak pijani, że połykają siebie na wzajem. Gołym okiem można zauważyć to pożądanie, które wisi po między nimi.
-Eeej Malik, bo zaraz wam powietrza zabraknie!- krzyknął Harry, który był tak samo -albo i bardziej- wstawiony od nich, wcale nie byłam gorsza. Ilość alhokolu dawała swoje znaki, powodując u mnie  zawroty głowy. Zastanawiało mnie jak wróce do domu, bo moim portfelu znajdowało się jedynie 15£.
-Okey, to my będziemy już zmykać- Pezz wstała ze swojego miejsca.
-To narazie!- dodał Zayn.
-Ej, Perrie, a co z ciuchami?!- krzyknęłam.
Uśmiechneła się i kiwneła ręką w stylu "a co tam". Przecież była pijana,nie wiedziała co robi, a gdyby nawet chciała dać mi te ciuchy, to i tak bym ich nie przyjeła.
Po kolei każdy ulatniał się z klubu, aż w końcu z naszego towarzystwa zostałam tylko ja i on -ten loczek, który był tak pijany, że na pewno mógłby pomylić psa ze świnią.
-Ja też będe sie zbierać- weschnęłam.
-Ok, już idę- odpowiedział, tak jakbym kazała mu wstać.
Wyszliśmy z klubu, spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
-Co?- zapytał zdezorientowany.
-Jak masz zamiar wrócić do domu?
-Taksówka już czeka.
Harry stanął przed drzwiam, po czym je otworzył.
-Trzymam się zasady, że kobiety mają pierszeństwo.
Byłam pewna, że moje policzki przybrały kolor dojrzałego pomidora.
Widziałam, jak kierowca patrzy nas w lusterku wstecznym, i śmieje sie pod nosem, iż Harry pierdolił coś kompletnie bez sensu.
-Będzie miała pani z nim ciężko. Daje głowe, że będzie chrapał całą noc- zaśmiał się.
-Szanowny panie kierowco, jakże tej cudownej taxówki- zaczął Harry, na co ja parsknęłam cicho śmiechem.
-Czy zauważył pan, jaka ona jest piękna?- spojrzał w moją stronę.
-Jest pan szczęściarzem!- odpowiedział. Cholerne rumieńce!
Ale zaraz zaraz.. czy on powiedział, że Harry jest szczęściarzem? Przecież nie jesteśmy parą, znamy się kilka godzin, a ten idiota nawet nie protestował. No nic..
Kierowca wjechał samochodem na ulice, na której znajdowało się moje mieszkanie. Mężczyzna zatrzymał pojazd pod samą bramą, za którą stał czarny Mini Cooper- samochód Matta.
-Należy się 50£- rzucił.
Harry z trudem wyjął portfel ze swojej kieszeni w mega MEGA obcisłych spodni, poczym wyją banknot i podał kierowcy.
-Dziękuje, miłej nocy- odpowiedział.
-Dziękujemy, dobranoc- odpowiedziałam, zamykając drzwi.
Hej! Czemu on wyszedł ze mną?
-Wejdziesz do środka?-  zapytałam podchodząc do furtki.
Rose, co ty do cholery wyprawiasz?! A no tak, przecież to normalne zapraszać na noc do domu faceta, którego sie prawie nie zna. Pewnie zabije mnie odrazu jak wejdziemy do środka. Psychol.
Stanełam przed drzwiami, i odkluczyłam je. Weszliśmy do środka, najciszej jak sie da, chociaż w naszym stanie nie było to za bardzo możliwe. Stanęłam przed lustrem, chcąc odwiesić katane na wieszak, który znajdował sie obok niego, nagle poczułam dłoń Harry'ego na moim pośladku.
-Mam na Ciebie ogromną ochotę, wiesz?- mruknął mi do ucha.
Co on kurwa odpierdala!
Odwróciłam się zdziwiona. Teraz nasze twarze dzieliły zaledwie kilka centymetrów. Położył dłoń na mojej szyi, a drugą na moim biodrze, zagryzł wargę, poczym musnął kącik moich ust. Zaczął mnie całować tak delikatnie, że zaczęłam rozpływać sie od środka. Chwile potem był bardziej gwałtowny, nasze języki szybko zaczęły współpracować,a moja ręka zaplątała się w jego włosy.
Rose, do kurwy jasnej, dlaczego go nie odepchniesz!
Pieprzyć to!
Poczułam jak siłuje się z moim topem. Zachamowałam go trochę. Wiedziałam jaki ma zamiar, a on chyba wyczuł że nie jestem pewna i z lekka przestraszona.
-Spokojnie,nie skrzywdze Cię- szepnął. Uśmiechnęłam się, a on powrócił do swojej wcześniejszej czynności, w końcu zdjął moją bluzkę i rzucił ją gdzieś w kont. Wziął mnie na ręce i wszedł na góre po schodach. Boże, denerwowałam się, że pod wpływem alkoholu przechyli się do tyłu i spadniemy obydwoje. Lekko ramieniem popchnął drzwi od mojej sypialnii i położył mnie na łóżku. Stanął przy nim, ściągnął swój t-shirt i również rzucił go gdzieś w kąt. Zaśmiał się i usiadł na mnie okrakiem, poczym zaczął całować moją szyje.
-następny dzień-
Obudziłam się kompletnie zmieszana, z kacem i ogromnym bólem głowy. Spojrzałam na budzik,który znajdował się na półce nocnej. -10:13-.
Zdziwiłam sie, kiedy zobaczyłam, że na sobie nie mam nic. Sięgnęłam po szlafrok, który był rzucony na fotelu obok łóżka,owinełam się nim, ruszyłam w stronę łazienki.
-Oo Rosalio, wyglądasz jak zombie- spojrzałam w lustro.
Rozmazany tusz, kredka, i włosy poczochranę jak po seksie. Chwyciłam wacik i nalałam na niego mleczka do demakijażu, zmyłam wszystko, umyłam twarz i zęby, a włosy z lekka rozczesałam i zawinęłam w koka w nieładzie.
-Troche lepiej- znów spojrzałam w lustro. Otworzyłam drzwi i zeszłam do kuchni.
O co chodzi? W kuchni stał Harry w samym rurkach i przyrządzał śniadanie, jeżeli sie nie myle, to smażył chyba bekon.
-Dzień dobry- uśmiechnął się.
Teraz wszystko mi sie przypomniało, wczorajsza noc, klub, taxówka, Harry.. uśmiechnęłam sie na samą myśl o tym, matko.. on tak cudownie całował, jeszcze teraz stoi w mojej kuchnii bez bluzki i przyrządza nam śniadanie.
-Hej- rzuciłam krótko,chcą odwrócić wzrok od jego nagiego torsu.
-Zauważyłem że w twojej lodówce panują pustki, więc zrobiłem małe zakupy- znów pokazał rządek śnieżno białych zębów.
Cholera! Jest taki idealny.
-Aa tak wiem, długo nie robiłam żadnych zapasów, dzięki- odpowiedziałm.
-Harry.. czym my.. no wiesz..- zagryzłam wargę.
-Czy uprawialiśmy seks?- zapytał.
Skinełam nie pewnie głową.
-Ee.. tak- odpowiedział rozbawiony.
Kurwa, z czego on sie tak śmieje.
-Co?- zapytałam.
-Nic nic, wyglądasz na bardzo zmęczoną- rzucił.
Nie pierdol.
-Może trochę- odpowiedziałam,siadając przy stole. Wstałam ponownie, podeszłam do lodówki, po czym wyjełam z niej sok pomarańczowy, a z szafki dwie szklanki. W mieszkaniu rozległ się dzwięk dzwonku do drzwi. Harry nie zwracając na nic uwagi, dalej zajmował się przyrządzaniem jedzenia. Podeszłam do drzwi, i je odkluczyłam. Ujżałam w nich Lilly.
-Hej Rose! - uśmiechnęła sie, i weszła do środka.
-No wiesz, przyszłam do Ciebie, bo chciałam pożyczyć jakieś ciuchy!- dodała.
-Ciuchy?- zapytałam.
Blondynka ruszyła w stronę kuchni.  Cholera jasna!
-Przecież idę dziś na rand...- staneła w kuchni i zobaczyła Harry'ego.
-Emm... Lilly, to jest Harry, Harry to jest Lilly- odpowiedziałam speszona.
-Cześć!- Harry pomachał w jej stronę.
-Hejka- uśmiechneła sie zdziwiona.
-To ja pojde z Lilly na góre, zaraz zejde- rzuciłam krótko.
-Dobrze- uśmiechnął się.
Złapałam blondynke za rękę i pociągnełam ją w strone mojego pokoju.
Zamknęłam drzwi, i dopiero wtedy zobaczyłam jak wygląda mój pokój. Jego bluzka leżała przy ścianie, moje spodnie na środku, potem mój stanik i majtki, jeden but leżał przy biurku drugi zaś pod łóżkiem. Cholera, zrobiłam sie cała czerwona.
-Nie wierze- rzuciła podekscytowana.
-Co?- zapytałam.
-Straciłaś z nim dziewictwo, tak?- zapytała. Lekko sie uśmiechnęłam, zagryzając wargę.
-O kurwa mać, pieprzyłaś się na tym łóżku z Harrym Stylesem, nie mogę! Normalnie jestem zazdrosna!- zaśmiała sie, dalej nie mogąc w to uwierzyć.
-Chciałaś jakieś ciuchy, tak?- zapytałam.
-Tak, ide dziś na randkę z Tom'em uśmiechnęła sie podekscytowana.
-Rosalio, do jasnej ciasnej, masz mi powiedzieć jak to zrobiłaś,że Styles robi Ci teraz śniadanie!- zarządała.
-Opowiem Ci to jutro.. chociaż sama nic za bardzo nie pamiętam.- odpowiedziałam.
-Wybierz sobie coś- pokazałam gestem szafe.
-Zmykaj do swojego księcia- odpowiedziała ze śmiechem.
-Słuchaj Lilly, przespałam się z nim, ale nie wydaje mi się, żeby coś z tego było- odparłam.
-Hello, Rose,chłopak przygotowuje dla Ciebie śniadanie, gdyby zależało mu na jedno razowej zabawie, już by go tu nie było!
-Idź do niego, ja sobie coś znajde- dodała.
Weschnęłam i zeszłam wolno po schodach.
***
-To ja będe sie już zbierać- rzucił.
-Masz może ochote gdzieś wyjść wieczorem?- dodał.
-Zastanowie się- odpowiedziałam
-Możesz mi dać na chwile twój telefon?-zapytał.
Zdziwiona podałam mu starego Black Berry. Wstukał jakiś numer, po kilku sekundach zadzwonił jego telefon.
-No! I już mam twój numer- uśmiechnął się.
-W takim razie do Ciebie zadzwonie- odpowiedziałam.
-Albo ja do Ciebie- dodał.
-To narazie- rzucił zamykając drzwi.
Zakluczyłam drzwi, i poczułam wibracje telefonu w dłoni.
Od : 978 287 154
Będe po Ciebie o 19, pasuje? Harry .x
Do : Harry .x
No dobrze, do zobaczenia :) x

Weschnęłam i ruszyła schodami do mojej sypialni. Podeszłam do szafy, wyjełam z niej białą bokserke i szare luźne dresowe spodnie, które przy kostkach były zwężane, ogarnełam z lekka łóżko, ciuchy położyłam na nim i ruszyłam w strone łazienki. Wziełam orzeźwiający prysznic, i umyłam włosy. Owinełam się ręcznikiem i wróciłam do pokoju, ubrałam przygotowane ciuchy, wysuszyłam włosy, uczesałam je w wysokiego kucyka.
Poszprzątałam w kuchni.
Ruszyłam w strone mieszkania Lilly.
Zapukałam, ale widząc że drzwi są odkluczone, weszłam do środka.
-Lillyyy!- krzyknęłam.
-Na górze jestem!- usłyszałam.
Wbiegłam po schodach, i nie pukając, weszłam do jej pokoju. 
-Pomóż mi!- krzyknęłam przez śmiech.


poniedziałek, 3 czerwca 2013

#IMAGINE | You make me rise, when i fall ▼

*TWITTER
*TUMBLR
*
Harry Styles.

Przekręcałam już klucz w zamku, kiedy usłyszałam pierwsze dźwięki piosenki "Stay" - Rihanny. Dzwonił mój telefon.
-Tak, słucham?- zapytałam, popychając drzwi kolanem.
-Pani [Twoje imię i nazwisko] ?- usłyszałam.
-Przy telefonie. Z kim rozmawiam?- zapytałam, odkładając zakupy na blat kuchenny.
-Tu doktor Walker. Moim obowiązkiem jest powiadomić najbliższą rodzinę, osoby która jest w stanie krytycznym..dzwonie w sprawie pańskiej matki- zaczął.
-O Boże..- odpowiedziałam siadając na krzesło. Oczy momentalnie zapełniły się łzami.
-Ja..ja już jadę do szpitala- wyszlochałam do słuchawki. 
-Dobrze, do zobaczenia- odparł rozłączając się. 
#Perspektywa Harry'ego#
Siedzieliśmy w samolocie, a ja przeglądałem nasze wspólne zdjęcia.. 
moje i [T.I] 
#Perspektywa Louisa#
-Harry.. widziałeś to?- zacząłem.
-Harry!- szturchnąłem go w ramię, pokazując mu gazetę.
-Hmm- wyrwałem go z zamyślenia.
-Co ty robisz?- zapytałem.
-Oglądam zdjęcia- odparł, dalej patrząc w ekran czarnego iPhona.
-Jakie?- zapytałem znudzony.
-Moje i [T.I]- odpowiedział. 
-O Boże...- westchnąłem. 
-Cholera jasna, Louis! Rozumiem, byliśmy kiedyś parą, ale było to dawno.. czy ty nie zrozumiesz że teraz kocham [T.I]? Nie możesz tego zaakceptować?- zdenerwował się.
-Nie! Nie zaakceptuję tego. Kurwa, kocham Cię- odpowiedziałem, patrząc mu głęboko w oczy.
Ahh.. te zielone, cudowne, hipnotyzujące oczy. A te usta? Malinowe.. które same się proszą, żeby je pocałować.
-Zawszę musisz wszystko zjebać, prawda? - rzucił.
-Ja? JA?! To ty wszystko zepsułeś! Gdyby nie twoja dziw... lala, która leci tylko na twoją kasę to..
-Chłopaki!- przerwał nam Liam, pokazując oczami, że większość osób na pokładzie samolotu się na nas patrzy.
-Może trochę ciszej..- dodał Zayn.
-Obraź ją jeszcze raz, to inaczej porozmawiamy- odpowiedział, chcąc wstać z siedzenia.
#Twoja perspektywa#
-Możemy porozmawiać?- z zamyśleń wyrwał mnie lekarz. 
Wyszliśmy na korytarz, mężczyzna popatrzył na mnie z poważną miną.
-Pani matka.. ona może umrzeć w każdym momencie. Jej stan jest tak słaby.. organizm, serce.. to wszystko jest bardzo, bardzo osłabione, jednak można to było przewidzieć przy "złośliwym raku"-odpowiedział.
-Na prawdę, bardzo mi przykro- dodał, po czym odszedł po chwili.

Znowu, znowu to samo. Chcę żeby mnie teraz wspierał, przytulił, pocałował. Jaki to cholerny pech, że kiedy go najbardziej potrzebuje, on jest w pracy. Harry z chłopakami właśnie kończą trasę koncertową, i teraz są w Miami.. albo w samolocie. Wrócą za jakieś 2 może 3 tygodnie.
Rozpłakałam się jak małe dziecko. Zsunełaśm się plecami po ścianie, płacząc coraz bardziej. Miałam tylko mamę i Harry'ego, tata zmarł kilka lat temu na zawał. Nie miałam rodzeństwa, a najbliższa rodzina mieszkała na końcu kraju, były to okolice Wolverhampton, więc nie odwiedzali nas zbyt często. 
Teraz byłam sama.
#Perspektywa Harry'ego#
Jeszcze jeden taki chamski tekst na temat [T.I], to. chyba wywale mu z pięści w twarz. Chyba do końca życia będzie mi to wypominał, że byliśmy parą.. ale to na prawdę było dawno.. jeszcze na początku xfactora. Ludzie się zmieniają, ja się zmieniłem, zmieniłem orientację.. z homosexualisty na bisexualiste, i teraz jestem w cudownym związku z cudowną dziewczyną.
Ona jest wspaniała, pamiętam jak się poznaliśmy.
To dośc dziwne 'spotkanie'.
Wychodziłem ze Starbucksa, i zamykałem drzwi. Nie zauważyłem, że ktoś za mną szedł, no i wtedy przez przypadek, drzwiami w twarz dostała [T.I], wylewając przy okazji kawę na swoją zwiewną malinową sukienkę, do której miała zarzuconą na siebie krótką jeansową katanę.
Pewnie normalnie, to by zaczęła krzyczeć, i nazwała by mnie kretynem, ale ona zaczęła się śmiać sama z siebie i powiedziała, że jest fajtłapą, bo nie widziała, że zamykam drzwi.
Właśnie to mnie w niej zauroczyło, że śmiała się ze swojego nieszczęścia.
Wtedy, zapytałem jej, czy w ramach przeprosin, da się zaprosić na kolację. Na początku miała małe wątpliwości co do tego, ale wkońcu udało mi się ją na mówić. 
Pamiętam, że bardzo się denerwowałem tym spotkaniem, ale nie żałuje, że tak powiem, tego, że dostała tymi drzwiami, bo gdyby nie one, to byśmy się nie poznali.
**
Samolot wylądował. Drzwi wyjściowe się otworzyły. Założyłem na nos czarne Ray Ban'y, i wyszłem tak szybko, żeby nie spotkać Louisa, jednak wiedziałem, że w taxówce, i tak się spotkamy.
-Harry!- usłyszałem, że ktoś mnie woła. Odwróciłem się, i zobaczyłem Louisa.
Zignorowałem go. 
Chwilę później poczułem, jak ktoś kładzie ręke na moim ramieniu. 
-Zostaw mnie!- zepchnąłem ją z ramienia.
-Przepraszam, nie powinienem.. no wiesz- rzucił.
-Oh serio? No co ty nie powiesz- odparłem chamsko, i ruszyłem przed siebie. 
Poczułem, jak telefon - który przed momentem włączyłem - wibruje mi w kieszeni.

"my sweetie .xx"

-Cześć kochanie!- uśmiechnąłem się do słuchawki.
-Harry..- usłyszałem jej zapłakany głos.
-Co się stało?!- zaniepokoiłem się.
-Moja mama.. ona.. ona umiera- rozpłakała się tak mocno, że prawie jej nie zrozumiałem.
Zamarłem. Nie wiedziałem, co mam teraz powiedzieć. "Skarbie będzie dobrze" ? "Nie płacz!" ? Byłbym idiotą, gdybym tak powiedział. 
-Spróbuję przylecieć jeszcze dziś, obiecuję- odpowiedziałem po chwili. 
-Dobrze- odrzekła.
-Chcesz teraz porozmawiać?
-Nie.. nie mogę.. muszę iść do mamy, odpowiedziała roztrzęsiona.
-Rozumiem. To, zadzwonie do Ciebie za dwie godzi.. przecież są te strefy czasowe- westchnąłe,.
-I tak nie będe spać- oparła dalej płacząc.
-Proszę Cię, tylko nie rób nic głupiego- zacząłem.
-Muszę kończyć- tak jakby zmieniła trochę zmieniła temat. 
-[T.I] !- zdenerwowałem się z lekka.
-Przepraszam Cię... ale zrozum, że to...to jedyna rzecz, która mnie odstresowuje.. przepraszam- znów się rozpłakała. 
-Zrozum, że za każdym razem, gdy masz 'doła', kiedy nie ma mnie przy Tobie, ja umieram ze strachu, że żyletka wjedzie za głeboko.. i zostawisz mnie samego na tym świecie.. boje się o Ciebie- w moim głosie można było wyczuć niepokój.
-Dobrze wiesz.. że gdyby Cię teraz nie było.. to znaczy.. gdybyśmy nie byli razem, to na 101% zabiłabym się- odpowiedziała innym głosen niż zawszę, było to spowodowane płaczem.
-Przestań! Nawet tak nie mów!- znów sie zdenerwowałem. Kiedy to mówiłem, siedzieliśmy już w taksówce, od jakiś 5 minut, wszyscy chłopacy patrzyli na mnie zdezorientowanym wzrokiem.. ale oprócz Liama, on jako jedyny chciał mi dać trochę prywatności, nie to co trójka tych tumanów -za przeproszeniem.
-Muszę kończyć- odpowiedziała.
-Kocham Cię!- odparłem, po czym rozłączyła się.
Spojrzałem się na nich takim wzrokiem, jakbym miał kogoś zaraz zabić. Ale nie chodziło o to, że jestem na nich zły czy coś, nie wiedziałem zrobić z [T.I], z tą sytuacją, z tym wszystkim. 
Wszyscy momentalnie wbili wzrok w podłoge. Liam spojrzał się na mnie, on jako jedyny domyślał się o co chodzi. Niby przyjaźnie się ze wszystkimi chłopakami, ale to do niego mam największe zaufanie. 
Brunet usiadł obok mnie i cicho zapytał, czy wszystko wporządku.
Nie odpowiedziałem. Teraz wiedział, że na pewno coś nie gra. 
***
Oh, jakie do CHOLERNE SZCZĘŚCIE, że mam pokój z Louisem. Musiałem iść do menadżera, ponieważ chciałem wrócić do Londynu. 
-Wiesz gdzie jest menago?- zapytałem Tomlinsona.
-A po co Ci?- zapytał.
-Kurwa, pytam się gdzie jest, i huj Cię to obchodzi, po co- krzyknąłem.
-Nie wiem gdzie jest- odparł chamsko.
Nie poznaje go.
Wyszłem z pokoju, po drodzę minąłem Nialla. Zatrzymałem się.
-Nialler, wiesz gdzie jest menago? - zapytałem.
-Emm.. chyba u siebie. Tak, widziałem go jak wchodził do pokoju, jakieś 5 minut temu- odpowiedział.
-Dzięki- uśmiechnąłem się w jego stronę.
**
-Jest sprawa-rzuciłem w strone menadżera.
-Oświeć mnie- odpowiedział.
-Muszę wrócić do Londynu.
-Słucham? Harry, żartujesz sobie, tak?
-Nie, mówie serio- odparłem.
-Dziś przylecieliśmy. Nie jesteśmy w Europie, dlaczego chcesz wracać?-zapytał.
-Tylko niech to zostanie między nami-zacząłem.
-Więc.. mama [T.I] choruje na raka. Właśnie jest w stanie krytycznym i w każdej chwili może umrzeć. [T.I].. ona się samookalecza, ale tylko wtedy, kiedy nie ma już siły na nic. Boje się, że teraz, kiedy my jesteś tu, na Florydzie, ona będąc sama w Anglii zrobi sobie coś.. boje się że ją strace- wyrzuciłem to z siebie.
-Przygotuj walizki, zarezerwuje Ci nocny lot do Londynu- odpowiedział.
-Dziękuje Joe- uśmiechnąłem się do niego.
-Harry!
-Tak?- zapytałem.
-Tylko masz się nią zająć!- odpowiedział poważnie.
-Obiecuje, jeszcze raz dziękuje Joe- uśmiechnąłem się.
-A co z koncertami?- zapytałem po chwili.
-Wszystkim się zajmę, idź się przygotować-rzucił.
Wyszedłem z pokoju.
#Twoja perspektywa#
#Następny dzień#
Weszłam do mieszkania. Rzuciłam torbę, kurtkę i buty w kąt.
Byłam kompletnie załamana. 
Weszłam do sypialni, zdjęłam sweterek i zarzuciłam na siebie t-shirt z Rolling Stones, który należał do Harry'ego. Zdziwiłam się, że go nie wział, co jak co, ale była to jedna z jego ulubionych bluzek.
Podeszłam do komody, na której znajdowało się: nasze zdjęcie, kolekcja książek, szkatułka z biżuterią i lusterko na nóżce.
Szkatułka...
W nie trzymałam żyletki.. w sumie to jedną żyletkę, bo resztę wyrzuciłam, a tą zostawiłam na czarną godzinę, taką jak ta.
Chwyciłam metalowy przyrząd i ruszyłam w stronę łazienki.
Stanęłam przy zimnej kafelkowej ścianie i zsunełam się po niej plecami. 
Jedno cięcie..
Drugie cięcie..
Trzecie..
Ósme.
Assshh- syknęłam z bólu, kiedy krew mocno zaczęła wypływać z mojego nadgarstka.
Podniosłam się z trudem, i stanęłam przy umywalce, nad którą wisiało lustro.
Patrzałam tylko, jak krople krwi obijają się o zlew. 
Ponownie chwyciłam żyletkę i co raz szybciej zaczęłam robić sobie rany.
#Perspektywa Harry'ego#
Właśnie stoje przed mieszkaniem [T.I] i szukam odpowiedniego klucza, aby wejść do środku.
-Jest..- szepnąłem zwycięsko, kiedy znalazłem odpowiedni klucz.
Weszłem po cichu do środka. Nikogo nie zauważyłem.
Po chwili usłyszałem płacz który dobiegał z toalety, podbiegłem tam pośpiesznie
i zobaczyłem zapłakaną [T.I], która mocno.ściskała swój nadgarstek, tak, jakby chciała zatamować krew.
-Boże,[T.I], co ty wyprawiasz- złapałem ją za ramiona.
-Chcę umrzeć! Nie jestem nikomu potrzebna! Zostaw mnie, i pozwól mi odejść- krzyczała przez łzy.
Szybko otworzyłem pierwszą szufladę, w której znajdowała się apteczka pierwszej pomocy.
Wyjąłem pośpiesznie bandaż, który przy okazji wypadł mi z rąk.
-Kurwa pierdolona mać- syknąłem, podnosząc to z ziemi.
Szybko owinąłem jej nadgarstek, tak aby krew przestała lecieć.
-Mi jesteś potrzebna! Nie zostawie Cię! Nie przeżyje bez Ciebie, mi jesteś potrzebna!- przytuliłem ją najmocniej jak się da.
-Jesteś dla mnie wszystkim!- szepnąłem jej do ucha, kiedy jej oddech, płacz i bicie serca trochę się uspokoiło.
-Przepraszam.. że zawszę musisz się mną zajmować- wyszlochała.
-Nie rób mi tego więcej, błagam.Obiecaj mi to.
-Obiecuje- odparła, wtulając się we mnie jeszcze bardziej.
~~~

TO TAKI IMAGIN, NA PRZEPROSINY, ŻE TAK DŁUGO NIE WSTAWIAM ROZDZIAŁU.
MAM NADZIEJE, ŻE JEST OK 
:) X

piątek, 3 maja 2013

Rozdział 1."Spokojnie, nie uprowadzę Cię- dodała"

Piątek, godzina 17. 
Pół Londynu za pewne kończy już prace. To stąd takie korki na ulicach i zapełnione chodniki. Ludzie przepychają się przez siebie, co nie jedni trzymają w dłoniach kubki z gorącą kawą.Naszła mnie ochota, na latte macchiato. Trzymałam w dłoni telefon, pisałam SMSa do Lilly i jednocześnie do Matta. "Kupić wam coś do lodówki? xo" Właśnie chciałam wejść do kawiarni, miałam już kliknąć przycisk "wyślij" ale poczułam że wpadam na kogoś 
 -O Boże, nie no, zawszę mam takiego pecha- usłyszałam.
-Najmocniej Cię przepraszam, to był przypadek, naprawdę strasznie przepraszam- odpowiedziałam łapiąc się za głowę.
-Nic takiego się nie stało, spokojnie- zaśmiała się blondynka.
-Jak to nic, masz całą koszulę w kawie- odparłam.
-A tam, to tylko bluzka. Jestem Perrie- uśmiechnęła się. 
-Miło mi, Rose. Jak mogę Ci to wynagrodzić? Hmm pomyślmy.. nowa kawa?- zapytałam z uśmiechem. 
-Przestań, zapomnijmy o tej sprawie. Mam lepszy pomysł- uśmiechnęła się podejrzanie.
-O co chodzi?- zapytałam.
-Dziś na przedmieściach Londynu jest impreza. Miałam przyjść ze swoją siostrą, ale nie miała ochoty. Chciałabyś pójść ze mną? -zapytała. Spokojnie, nie uprowadzę Cię- dodała.
-Nie o to chodzi- zaśmiałam się. Tylko nie wiem.. nie, wiesz co, to dobry pomysł! Pójdę z tobą- dodałam. 
-To świetnie, chodź- pociągnęła mnie za rękę.
-Wolne?- zapytała otwierając drzwi od taksówki. 
-Wolne- uśmiechnął się miły staruszek. 
Wsiadłyśmy do taksówki.
 -Mieszkasz w Londynie?- zapytałam. 
 -Teraz tak. No wiesz zespół, chłopak, znajomi,wszystko mam tu
- odparła. -Zespół?- zapytałam. -Tak, Little Mix, nie słyszałaś o nim?- odpowiedziała pytaniem.
 -Mógłby pan nas tu wysadzić?-zapytała. 
 -Oczywiście- uśmiechnął się. 
-Ale przecież dalej jesteśmy w centrum- zaczęłam. 
-Ale jedziemy na imprezę, a ja mam brudną koszulę przecież.- odpowiedziała. 
 ** 
-Może być?- zapytała. -Emm, zamiast jeansowej kamizeli ubierz czarną skórzaną- uśmiechnęłam się.
 -Okey. -Teraz lepiej?- zapytała. 
-O wiele lepiej-odpowiedziałam.-Teraz to mogę się przy tobie schować- zaśmiałam się. 
 -Przecież zaraz Cię ubierzemy. Wydaje mi się że masz taki sam rozmiar jak ja, 38, nie?- zapytała.
 -Zgadłaś- odparłam z uśmiechem.
Wyjęła z szafy katanę w moro z ćwikami na ramionach, czarne skórzane spodnie i zwykły biały t-shirt pod spód. 
-Hmm.. jeszcze buty. Jaki masz rozmiar?- zapytała. 
-39- odpowiedziałam.
-Fuck. Ja noszę 37.5- odrzekła. Czekaj czekaj.. nie dawno kupiłam sobie czarne buty od Jeffrey Campbell, ale są dla mnie za duże. Zaraz je przyniosę- uśmiechnęła się.
-O, proszę- podała mi karton z butami. 
-O Mój Boże- zaniemówiłam. Ubrałam się w całość, włącznie z butami i wyszłam do Pezz.
-I jak?- zaśmiałam.
-Nie no, chyba muszę się przebrać, wyglądasz ..wow- odpowiedziała.
-Spokojnie, ty też wyglądasz wow- zaczęłam się śmiać.
-Dziękuje bardzo- uśmiechnęła się miło. 
-Dobra, teraz Make Up, i fryzura- rzuciła. 
Usiądź tu- pokazał mi ręką krzesło przy toaletce. 
Zrobiłam tak jak kazała. 
-Eyeliner? -zapytała. 
-Chyba nie bardzo pasują mi kreski-odrzekłam, robiąc śmieszny grymas na twarzy. 
-No dobrze- uśmiechnęła się. 
***
Podjechałyśmy taksówką pod klub. Wyszłyśmy i pokierowałyśmy się w stronę wejścia.
-Bilety proszę- rozkazał wysoki ciemnoskóry mężczyzna. 
-Proszę- Perrie pokazał wejściówkę V.I.P
-Czuję się fames.- zaśmiałam się. 
-I o to chodzi, idziemy się bawić- krzyknęła radośnie. 
Przeciskałyśmy się przez tłumy ludzi, był dym, i głośna muzyka. Doszłyśmy do końca sali, wydawało mi się że szłyśmy w stronę loży dla VI.P'ów. Siedziałam tam już grupka chłopaków. Wstał jeden z nich, po czym wiadomo było, że to chłopak Perrie. 
-Hej skarbie- pocałowała go. 
-To jest Rose 
-Miło mi, Zayn- podał mi rękę. 
-Rose- uśmiechnęłam się.
-Chłopcy, to jest Rose- przedstawił mnie Zayn. 
-Cześć!- pomachali mi. 
Było mi trochę nie zręcznie. Właściwie to nie znam Perrie, a teraz siedzę z nią, jej ukochanym i ich przyjaciółmi. Jesteśmy razem na imprezie, ciekawe o czym mam z nimi rozmawiać
-Skąd jesteś?- zapytał mnie jeden z chłopców. 
-Pochodzę z Oxfordu- odpowiedziałam. 
-Długo mieszkasz w Londynie?- zapytał chłopak z lokami.
-Nie długo, nawet nie cały rok- uśmiechnęłam się.
-Aha- odparł, ukazując mi rządek śnieżno-białych zębów, przy czym pokazały się też dołeczki w policzkach. 
-Czego się napijecie ? 
-Zaraz zaraz, to może najpierw się przedstawimy, przecież Rose nas nie zna... chyba że nas znasz- uśmiechnął się jedne z chłopaków. 
-Wiem że jesteście One Direction, ale nie znam waszych imion- odpowiedziałam ze śmiechem. 
-Dobra, to ja zacznę. Jestem Liam- uśmiechnął się. 
-Ja Niall. 
-Louis.
-Mnie znasz- odparł Malik. 
-A ja nazywam się Harry- odrzekł chłopak z cudnym uśmiechem. 
-Chyba Zapamiętam- opowiedziałam. 
W tym momencie zadzwonił mój telefon.
"Mattsoon xx"
-Tak słucham?- zapytał zatykając drugie ucho. Mojej rozmowie przyglądał się Harry. 
-Rose, gdzie ty do cholerny jesteś, Rose potrzebuje Cię, błagam przyjedz natychmiast, Rose błagam Cię- krzyczał
-Matt spokojnie, powiedz co się stało. Uspokój się- odpowiedziałam zdenerwowana. 
Zaraz wracam, wyjdę przed klub- odpowiedziałam zakrywając słuchawkę. 

...

Hello! I jak wam się podoba 1 rozdział? Proszę was, czy moglibyście pozostawić chociaż jeden, max. 2 komentarze pod tym postem. Jeżeli się one pojawią dodam rozdział niebawem. Bardzo mi zależy. Proszę. MAKE SOME NOISE, PLEASE ! 
love u all xxx 
@VersoonBitches

czwartek, 2 maja 2013

Bohaterowie "EVERYTIME WE KISS, I SWEAR, I COULD FLY..."

Rose Jefferson.
18 letnia angielka, w połowie holenderka.
Zainteresowania? Fotografia.
Kiedy skończyła 18 lat, postanowiła przeprowadzić się do centrum Londynu.
Jej rodzina mieszka w Oxfordzie. Ma dwóch przyjaciół, ale za to takich, na których może polegać. 
Ma młodszą siostrę Sue. 



Lilly Mitchell.
17 letnia, stu procentowa angielka.
Jej rodzice są po rozwodzie. Mama mieszka w Londynie, a tata w Newcastle. 
Bardzo interesuje się modą, co widać też po jej mieszkaniu, ponieważ w każdym rogu leżą sterty magazynów o modzie i show biznesie. 
Od urodzenia mieszka w stolicy Anglii. Rose poznała trzy lata temu w wakacje, kiedy ta wraz z rodzicami przyjechała pozwiedzać Londyn. 

Matt Wilkinson.
19 letni anglik. Z Lilly zna się od piaskownicy. Również od urodzenia mieszka w Londynie. W dzieciństwie mieszkali obok siebie, starszy brat Lilly był najlepszym przyjacielem Matt'a. (Przez rozdziały dowiecie się dlaczego "był" a nie jest)  
Interesuje się architekturą, dlatego też studiuje na takim a nie innym kierunku. 
Jego tata zmarł, kiedy ten miał 14 lat. 
Stara się jak najbardziej pomagać mamię, mimo to, że nie mieszka z nią, stara się codziennie ją odwiedzać. 

***
Bohaterowie, którzy będą się często pojawiać w rozdziałach. 
 Perrie Edwards. 
One Direction. 


Rozdział 61. (ostatni) "Stanął przy łóżku, zdjął spodnie, t-shirt, położył się spać.."

*następny dzień*
Nie. Nawet jednego, naprawdę - mówiłam po raz setny.
Nawet jednego??- po smutniał chłopak.
Nie dzisiaj- odpowiedziałam całując go w policzek.
No dobrze. Nie to nie. A ja zaraz wracam- odparł.
Styles miał iść po drinki do baru.
Wracam za chwilę-  wyszedł z pokoju.
Usiadłam na brzegu łóżka, i postanowiłam włączyć telewizor.
Przeglądałam kanały, kiedy na potknęłam się na jeden polski.
Spojrzałam na zegar, który był postawiony obok ciemnego dębowego biurka.
Zegar wskazywał 21.15.
Pójdę się wykąpać- pomyślałam. Weszłam na toalety, odkręciłam kurek z ciepłą wodą, po czym złapałam za butelkę średniej wielkości, w której znajdował się płyn do kąpieli. Wlałam trochę do wanny, dzięki czemu woda zaczęła się pienić.
***
"A teraz newsy z życia gwiazd"
-''Czy członek słynnego brytyjskiego boysbandu zdradza swoją narzeczoną? Muzyk był wczoraj widziany z tajemniczą blondynką. Moglibyśmy uważać to za zwyczajne..."
-Wyłącz to!- krzyknął Harry.
-Zamknij się, słucham!- odpowiedziałam.
"..zwyczajne spotkanie, jednak zakończyło się ono długim pocałunkiem.."
-Zamierzałeś mi powiedzieć?- zapytałam wstając.
-No pytam się, czy w ogóle miałeś to w planach? No nie! Bo po co? Lepiej powiedzieć zasrane "przepraszam" kupić kwiaty, wino, przelecieć, i będzie wszystko w porządku.- dodałam.

 Rzuciłam na ziemie ten pieprzony pierścionek. 

 -Nie ma Cię, rozumiesz? Już się dla mnie nie liczysz, nienawidzę Cię- wykrzyczałam.
 -Veronika, ja.. ja nie oczekuje że mi wybaczysz, nie oczekuje że do mnie wrócisz, chcę żebyś mnie tylko wysłuchała- odpowiedział próbując mnie uspokoić.
 -Ty już wszystko powiedziałeś. Najpierw mi się oświadczasz, potem Paryż, i tradycyjnie na końcu zdradzasz mnie. Cały czas jesteś w centrum uwagi, zauważyłeś że nazwa zespołu to "One Direction" a nie "Harry Styles i reszta" ?
-O co Ci chodzi? Nie zmieniaj tematu! - krzyknął.
-Najlepiej będzie, jak już pójdę. I tak nie mamy o czym gadać- chwyciłam za rączkę od walizki, wyciągnęłam ją i pociągnęłam za sobą.                                                                                                        
 * 2 lata później*
-Wszystko już spakowane?- zapytałam, trzymając na rękach moją córkę.
 Tak, wszystko w porządku z waszymi oczami.
 Vanessa- bo tak ją nazwałam, to córka moja i Harry'ego. Harry dowiedział się że byłam w ciąży, jednak nie daje teraz żadnego znaku życia. Wiem że ma narzeczoną, i że planuje przeprowadzkę do Stanów.
 -Tak, wydaje mi się że wszystko spakowane- odpowiedziała moja mama. Przez te dwa lata mieszkałam w Polsce, a teraz z moimi rodzicami postanowiliśmy przeprowadzić się do Anglii. Nie rozmawiam z Agatą od 2 lat. Kiedy po rozstaniu z Harrym poleciałam do Londynu po swoje rzeczy, pokłóciłyśmy się.
W sumie to taka głupia rzecz, że nawet nie pamiętam o co poszło.
Kontakt utrzymuje z Olą, i resztą zespołu, szczególnie z Louisem.

*tydzień później*
Właśnie przygotowuję się na spacer z Ness. Wyszłam z kamienicy, trzymając małą za rączkę. Ona w drugiej ręce trzymała swojego ukochanego misia, po części ciągnęła go po ziemi.
-Ślicznotko, nie ciągnij tak misia, bo będzie brudny- przykucnął przy niej wysoki mężczyzna.
Widziałam jak Vanessa się zawstydza. Odwróciła się i od razu wyciągnęła rączki do góry, tak abym wzięła ją na ręce. W tym momencie chłopak z brązowymi włosami spojrzał na mnie.
-Veronika? - zapytał nie dowierzając.
-Nie, Święta Matka Teresa z Kalkuty- odpowiedziałam sarkastycznie.
-Tak, to ja- dodałam po chwili, bo widziałam jego zdezorientowanie.
-To moja córka, prawda? - zapytał.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                     -Ja nie zdradzałam Cię na prawo i lewo, więc raczej tak, tak to twoja córka- odparłam.
Nie miałam najmniejszej ochoty z nim rozmawiać.
-Jak się nazywa? - zapytał.
-Vanessa. Vanessa Styles.
-Dałaś jej moje nazwisko!- odpowiedział dumnie.
-Ma ojca dupka, to chociaż nazwisko może mieć po nim- odrzekłam.
-Kotku, kto to? - ze sklepu wyłoniła się chuda blondynka.
-Znajoma- odpowiedział.
-A to dziecko?- zapytała.
-Jej- odparł.
-Nikt ważny- rzuciłam.
Cześć- dodałam, po czym ruszyłam.
W planach miałam przejechać się do chłopców. Wsiadłam w wolną taksówkę, po czym podałam adres.
**
Wyszłam z samochodu, i trzymając małą za rączkę, ruszyłam w stronę domu.
Na podjeździe stało auto. Nagle z domu wyszła ciężarna dziewczyna. To była Agata.
Zaraz po niej wybiegł Niall.
-Skarbie, nie idź tak szybko, poczekaj otworzę Ci drzwi- krzyczał.
-Boże Niall, czy ja już rodzę? - zapytała.
-Nie, ale musisz być ostroż..- zaniemówił.
Co?- zapytała zdziwiona.
-To Veronika- odpowiedział. Agata spojrzała się w moją stronę.
-Hej!- powiedziałam nie pewnie. Podeszłam z moją córką do nich bliżej.
Vanessa trzymała się mojej nogi, uważnie przyglądając się tym dwóm osobą.
-Przepraszam- rzekłam po chwili namysłu do Agaty.
Ona spojrzała się na mnie, po czym przytuliła mnie i szepnęła "Ja też przepraszam"
-ZBIOROWY UŚCISK!- krzyknął Niall, wziąwszy Vanesse na ręce, przytulił się do nas.
-Nic się nie zmieniłeś Niall- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Nudno tu było bez Ciebie- odpowiedział, przytulając mnie.
Popłakałam się. Najprościej w świecie się popłakałam.
-Ej, nie płacz!- odpowiedziała Agata.
-Boże, jak mi was brakowało.- odparłam.
-Jak się nazywasz?- brunetka zapytała Nesse.
-Nessia- odpowiedziała.
-Vanessa- poprawiłam.
-Jakie śliczne imię- uśmiechnął się do niej Niall.
Mała pociągnęła mnie za płaszcz, tak abym się do niej zgięła.
-Mamusiu, to jest mój wujek, plawda? - powiedziała mi na ucho.
-Tak- odparłam ze śmiechem.
-Niall, polubiła Cię. Mówi że jesteś jej wujkiem- zaśmiałam się.
-Bo to prawda- odpowiedział  Horan.
-Który to miesiąc?- zwróciłam się do Agaty.
-Ósmy- odpowiedziała łapiąc się za brzuch.
-Chłopiec czy dziewczynka?- zapytałam.
-Chłopiec!- odparł dumnie Niall.
-Gratulacje!- uśmiechnęłam się do nich.
-Dzięki- odpowiedzieli w tym samym czasie.
-Wejdziesz do środka? Co prawda zaraz wszyscy wybywamy, ale Louis zostaje- rzucił Niall.
-Dziękuje, ale chyba innym razem- odpowiedziałam.
-Veronika?!- ktoś krzyknął.
-No nie wierze, Tomlinson jeszcze mnie pamięta! - zaśmiałam się.
Lou podbiegł do mnie i mocno przytulił.
-Tęskniłam za tobą, za wami wszystkimi!- odpowiedziałam.
-Nic się nie zmieniłaś- uśmiechnął się.
-A kto to?- zapytał, dobrze wiedział że to moja córka.
Zza moich pleców wyłoniła się malutka postać z lekko kręconymi ciemnymi włosami.
-Vanessa, to też twój wujek- odpowiedziałam.
-Ale jest tu ich jeszcze więcej- dodał Louis.
-Chodźcie do środka- zaproponował.
W domu był Liam z Danielle.
-Hello gołąbeczki! - krzyknęłam.
-O mój Boże, to naprawdę ty?- zapytała brunetka.
-Ja- zaczęłam się śmiać.
-No chodź do mnie!- dodałam, wyciągając ręce w stronę Danielle. Przytuliłam ją, a potem Liam'a.
-Jaka ty jesteś śliczna- uśmiechnął się Liam w stronę Vanessy.
-Ness, to twoja ciocia i wujek- uśmiechnęłam się.
-Mama ma rację. A teraz Ci obiecuje, że jak ciocia wróci, to pójdziemy wszystkie na zakupy. I promise-odpowiedziała Danielle.
-Przepraszam Cię Ver, ale my właśnie wyjeżdżamy- dodała.
-A tak, słyszałam, ale nic się nie stało- odpowiedziałam.
Wpadnę innym razem- uśmiechnęłam się.
-To super! Do zobaczenia- odpowiedział Liam.
Obydwoje wyszli z domu, po chwili zobaczyłam jak odjeżdża auto Niall'a a zaraz za nim Liam'a.
-A gdzie Ola i Zayn?- zapytałam Louis'a.
-Wyjechali na Bahamy- uśmiechnął się.
-A Eleanor? Nie jedziesz z nią nigdzie? Przecież zaczynają się wakacje.
-Nie jesteśmy już parą- odpowiedział.
-Omm.. przepraszam, nie wiedziałam.
-Nic się nie stało, to już przeszłość. Nie spotykamy się od roku. Napijecie się czegoś?- zapytał.
-Nie nie, my będziemy się zbierać- odpowiedziałam.
-Nie ma mowy! Wujek Louis zabiera was do parku, potem na lody, a potem.. coś wymyślimy- uśmiechnął.
-No dobrze- rzuciłam.
***
Vanessa bardzo przyzwyczaiła się do Louisa. Wydaję mi się, że po części traktuje go ja tatę, który teraz się nią nie interesuje.
Gdy stanęliśmy przed kamienicą była 21:24. Mała spała na rękach Tomlinsona. Otworzyłam drzwi, i wpuściłam go do domu. On położył ją delikatnie do łóżeczka, i po cichu zamknął drzwi. Stałam w kuchni, i zaparzałam herbatę. Do pomieszczenia wszedł Louis. Wziął dwa kubki i poszedł z nimi do salonu.
Usiadł na sofie, i poklepał miejsce obok siebie, na znak, że mam tu usiąść. Usiadłam obok niego.
-Dajesz sobie radę?- zapytał
-Muszę- uśmiechnęłam się. -Gdyby nie było tego małego potworka, to pewnie bym się załamała, a teraz przynajmniej mam dla kogo 'być'- odpowiedziałam.
-Byłabyś tu dla chłopaków, Agaty, Oli.. dla mnie- spojrzał na mnie.
-Dziękuje że mi pomagasz- odparłam przytulając się do niego.
-Zawszę możesz na mnie liczyć- pocałował mnie w głowę.
Momentalnie mnie "zmuliło". Zasnęłam. 
**
Ktoś zaniósł mnie do łóżka. Przebudziłam się, i zobaczyłam że Louis zamyka drzwi.
-Louis..- szepnęłam.
-Tak?- zapytał uchylając drzwi.
-Zostań na noc- uśmiechnęłam się.
-Ale gdzie ja mam..
-Tu. Ze mną. Lou przyjaźnimy się prawie 4 lata. Przecież to nic złego, że samotny przyjaciel śpi z samotną przyjaciółką- zaśmiałam się.
-No dobrze- uśmiechnął się.
Stanął przy łóżku, zdjął spodnie, t-shirt, położył się spać. 
-Dobranoc- odpowiedziałam.
-Śpij dobrze-odrzekł.
Do niczego nie doszło. Przynajmniej teraz...
*2 miesiące później*
Vanessa przyzwyczaiła się do tego, że "wujek Louis" się do nas wprowadził.
Stałam oparta o framugę drzwi, przyglądając się jak mała sprząta swoje zabawki.
Poczułam jak Louis przytula mnie od tyłu i kładzie swoją głowę na moim ramieniu.
-Powiemy jej?- zapytał.
-Ty jej powiedz-uśmiechnęłam się.
-Vannesa?- zaczął.
-Teraz będziesz musiała bardziej nam pomagać- dodałam.
-Będziesz miała siostrzyczkę albo braciszka- odpowiedział Louis.
-Naprawdę?- zapytała nie dowierzając.
-Naprawdę!- odpowiedzieliśmy oboje,
Wzięliśmy ja na ręce i mocno przytuliliśmy.
**
Pewnie zastanawia was co z Harrym.. 
Harry spotyka się z Vanessą regularnie. Na początku byłam temu przeciwna, ale jednak to jej tata, więc ma do tego prawo. 
Harry pogodził się z tym, że ja i Louis jesteśmy parą i spodziewamy się dziecka. 
A co najlepsze, życzył nam szczęścia, i powiedział Louis'owi, że nie ma popełnić tego samego błędu co on. 
Agata urodziła zdrowego małego Liam'a Horana. Niall dalej nie może w to uwierzyć, że ma domu malutkiego bobasa. Jest strasznie dumny. 
Harry rozstał się ze swoją blondynką. Na razie nie planuję żadnej przeprowadzki. Jest po staremu. 


...

Boże, popłakałam się jak pisałam ten rozdział, bo tak mocno się związałam z tym opowiadaniem, i teraz mam to kończyć, no ale cóż, nic nie trwa wiecznie. Chcę wam bardzo podziękować za ten ROK ze mną, i z moją wyobraźnią :) Napiszę po raz 8530583 że was KOCHAM I UWIELBIAM I KCKCKCKC WAS, bo to prawda. 

Pisałam wcześniej, że mam niespodziankę. Jest nią NOWE OPOWIADANIE. Ale nie będę zmieniać bloga, tzn (www.five-stiupid...) opowiadanie będzie znajdowało się na tym blogu. Zaraz dodam bohaterów. A rozdział pierwszy JUTRO (postaram się) Od tygodnia mam OGROMNY pomysł na zakończenie tego, i na 1 rozdział tamtego opowiadania "I belong to you, you belong to me" 

Mam nadzieję że to nowe również was wciągnie. 

TO JESZCZE RAZ. KOCHAM WAS, DZIĘKUJE WAM ZA WSZYSTKO. 
JEŚLI MACIE JAKIEŚ PYTANIA 
TWITTER @VersoonBitches