piątek, 3 maja 2013

Rozdział 1."Spokojnie, nie uprowadzę Cię- dodała"

Piątek, godzina 17. 
Pół Londynu za pewne kończy już prace. To stąd takie korki na ulicach i zapełnione chodniki. Ludzie przepychają się przez siebie, co nie jedni trzymają w dłoniach kubki z gorącą kawą.Naszła mnie ochota, na latte macchiato. Trzymałam w dłoni telefon, pisałam SMSa do Lilly i jednocześnie do Matta. "Kupić wam coś do lodówki? xo" Właśnie chciałam wejść do kawiarni, miałam już kliknąć przycisk "wyślij" ale poczułam że wpadam na kogoś 
 -O Boże, nie no, zawszę mam takiego pecha- usłyszałam.
-Najmocniej Cię przepraszam, to był przypadek, naprawdę strasznie przepraszam- odpowiedziałam łapiąc się za głowę.
-Nic takiego się nie stało, spokojnie- zaśmiała się blondynka.
-Jak to nic, masz całą koszulę w kawie- odparłam.
-A tam, to tylko bluzka. Jestem Perrie- uśmiechnęła się. 
-Miło mi, Rose. Jak mogę Ci to wynagrodzić? Hmm pomyślmy.. nowa kawa?- zapytałam z uśmiechem. 
-Przestań, zapomnijmy o tej sprawie. Mam lepszy pomysł- uśmiechnęła się podejrzanie.
-O co chodzi?- zapytałam.
-Dziś na przedmieściach Londynu jest impreza. Miałam przyjść ze swoją siostrą, ale nie miała ochoty. Chciałabyś pójść ze mną? -zapytała. Spokojnie, nie uprowadzę Cię- dodała.
-Nie o to chodzi- zaśmiałam się. Tylko nie wiem.. nie, wiesz co, to dobry pomysł! Pójdę z tobą- dodałam. 
-To świetnie, chodź- pociągnęła mnie za rękę.
-Wolne?- zapytała otwierając drzwi od taksówki. 
-Wolne- uśmiechnął się miły staruszek. 
Wsiadłyśmy do taksówki.
 -Mieszkasz w Londynie?- zapytałam. 
 -Teraz tak. No wiesz zespół, chłopak, znajomi,wszystko mam tu
- odparła. -Zespół?- zapytałam. -Tak, Little Mix, nie słyszałaś o nim?- odpowiedziała pytaniem.
 -Mógłby pan nas tu wysadzić?-zapytała. 
 -Oczywiście- uśmiechnął się. 
-Ale przecież dalej jesteśmy w centrum- zaczęłam. 
-Ale jedziemy na imprezę, a ja mam brudną koszulę przecież.- odpowiedziała. 
 ** 
-Może być?- zapytała. -Emm, zamiast jeansowej kamizeli ubierz czarną skórzaną- uśmiechnęłam się.
 -Okey. -Teraz lepiej?- zapytała. 
-O wiele lepiej-odpowiedziałam.-Teraz to mogę się przy tobie schować- zaśmiałam się. 
 -Przecież zaraz Cię ubierzemy. Wydaje mi się że masz taki sam rozmiar jak ja, 38, nie?- zapytała.
 -Zgadłaś- odparłam z uśmiechem.
Wyjęła z szafy katanę w moro z ćwikami na ramionach, czarne skórzane spodnie i zwykły biały t-shirt pod spód. 
-Hmm.. jeszcze buty. Jaki masz rozmiar?- zapytała. 
-39- odpowiedziałam.
-Fuck. Ja noszę 37.5- odrzekła. Czekaj czekaj.. nie dawno kupiłam sobie czarne buty od Jeffrey Campbell, ale są dla mnie za duże. Zaraz je przyniosę- uśmiechnęła się.
-O, proszę- podała mi karton z butami. 
-O Mój Boże- zaniemówiłam. Ubrałam się w całość, włącznie z butami i wyszłam do Pezz.
-I jak?- zaśmiałam.
-Nie no, chyba muszę się przebrać, wyglądasz ..wow- odpowiedziała.
-Spokojnie, ty też wyglądasz wow- zaczęłam się śmiać.
-Dziękuje bardzo- uśmiechnęła się miło. 
-Dobra, teraz Make Up, i fryzura- rzuciła. 
Usiądź tu- pokazał mi ręką krzesło przy toaletce. 
Zrobiłam tak jak kazała. 
-Eyeliner? -zapytała. 
-Chyba nie bardzo pasują mi kreski-odrzekłam, robiąc śmieszny grymas na twarzy. 
-No dobrze- uśmiechnęła się. 
***
Podjechałyśmy taksówką pod klub. Wyszłyśmy i pokierowałyśmy się w stronę wejścia.
-Bilety proszę- rozkazał wysoki ciemnoskóry mężczyzna. 
-Proszę- Perrie pokazał wejściówkę V.I.P
-Czuję się fames.- zaśmiałam się. 
-I o to chodzi, idziemy się bawić- krzyknęła radośnie. 
Przeciskałyśmy się przez tłumy ludzi, był dym, i głośna muzyka. Doszłyśmy do końca sali, wydawało mi się że szłyśmy w stronę loży dla VI.P'ów. Siedziałam tam już grupka chłopaków. Wstał jeden z nich, po czym wiadomo było, że to chłopak Perrie. 
-Hej skarbie- pocałowała go. 
-To jest Rose 
-Miło mi, Zayn- podał mi rękę. 
-Rose- uśmiechnęłam się.
-Chłopcy, to jest Rose- przedstawił mnie Zayn. 
-Cześć!- pomachali mi. 
Było mi trochę nie zręcznie. Właściwie to nie znam Perrie, a teraz siedzę z nią, jej ukochanym i ich przyjaciółmi. Jesteśmy razem na imprezie, ciekawe o czym mam z nimi rozmawiać
-Skąd jesteś?- zapytał mnie jeden z chłopców. 
-Pochodzę z Oxfordu- odpowiedziałam. 
-Długo mieszkasz w Londynie?- zapytał chłopak z lokami.
-Nie długo, nawet nie cały rok- uśmiechnęłam się.
-Aha- odparł, ukazując mi rządek śnieżno-białych zębów, przy czym pokazały się też dołeczki w policzkach. 
-Czego się napijecie ? 
-Zaraz zaraz, to może najpierw się przedstawimy, przecież Rose nas nie zna... chyba że nas znasz- uśmiechnął się jedne z chłopaków. 
-Wiem że jesteście One Direction, ale nie znam waszych imion- odpowiedziałam ze śmiechem. 
-Dobra, to ja zacznę. Jestem Liam- uśmiechnął się. 
-Ja Niall. 
-Louis.
-Mnie znasz- odparł Malik. 
-A ja nazywam się Harry- odrzekł chłopak z cudnym uśmiechem. 
-Chyba Zapamiętam- opowiedziałam. 
W tym momencie zadzwonił mój telefon.
"Mattsoon xx"
-Tak słucham?- zapytał zatykając drugie ucho. Mojej rozmowie przyglądał się Harry. 
-Rose, gdzie ty do cholerny jesteś, Rose potrzebuje Cię, błagam przyjedz natychmiast, Rose błagam Cię- krzyczał
-Matt spokojnie, powiedz co się stało. Uspokój się- odpowiedziałam zdenerwowana. 
Zaraz wracam, wyjdę przed klub- odpowiedziałam zakrywając słuchawkę. 

...

Hello! I jak wam się podoba 1 rozdział? Proszę was, czy moglibyście pozostawić chociaż jeden, max. 2 komentarze pod tym postem. Jeżeli się one pojawią dodam rozdział niebawem. Bardzo mi zależy. Proszę. MAKE SOME NOISE, PLEASE ! 
love u all xxx 
@VersoonBitches

czwartek, 2 maja 2013

Bohaterowie "EVERYTIME WE KISS, I SWEAR, I COULD FLY..."

Rose Jefferson.
18 letnia angielka, w połowie holenderka.
Zainteresowania? Fotografia.
Kiedy skończyła 18 lat, postanowiła przeprowadzić się do centrum Londynu.
Jej rodzina mieszka w Oxfordzie. Ma dwóch przyjaciół, ale za to takich, na których może polegać. 
Ma młodszą siostrę Sue. 



Lilly Mitchell.
17 letnia, stu procentowa angielka.
Jej rodzice są po rozwodzie. Mama mieszka w Londynie, a tata w Newcastle. 
Bardzo interesuje się modą, co widać też po jej mieszkaniu, ponieważ w każdym rogu leżą sterty magazynów o modzie i show biznesie. 
Od urodzenia mieszka w stolicy Anglii. Rose poznała trzy lata temu w wakacje, kiedy ta wraz z rodzicami przyjechała pozwiedzać Londyn. 

Matt Wilkinson.
19 letni anglik. Z Lilly zna się od piaskownicy. Również od urodzenia mieszka w Londynie. W dzieciństwie mieszkali obok siebie, starszy brat Lilly był najlepszym przyjacielem Matt'a. (Przez rozdziały dowiecie się dlaczego "był" a nie jest)  
Interesuje się architekturą, dlatego też studiuje na takim a nie innym kierunku. 
Jego tata zmarł, kiedy ten miał 14 lat. 
Stara się jak najbardziej pomagać mamię, mimo to, że nie mieszka z nią, stara się codziennie ją odwiedzać. 

***
Bohaterowie, którzy będą się często pojawiać w rozdziałach. 
 Perrie Edwards. 
One Direction. 


Rozdział 61. (ostatni) "Stanął przy łóżku, zdjął spodnie, t-shirt, położył się spać.."

*następny dzień*
Nie. Nawet jednego, naprawdę - mówiłam po raz setny.
Nawet jednego??- po smutniał chłopak.
Nie dzisiaj- odpowiedziałam całując go w policzek.
No dobrze. Nie to nie. A ja zaraz wracam- odparł.
Styles miał iść po drinki do baru.
Wracam za chwilę-  wyszedł z pokoju.
Usiadłam na brzegu łóżka, i postanowiłam włączyć telewizor.
Przeglądałam kanały, kiedy na potknęłam się na jeden polski.
Spojrzałam na zegar, który był postawiony obok ciemnego dębowego biurka.
Zegar wskazywał 21.15.
Pójdę się wykąpać- pomyślałam. Weszłam na toalety, odkręciłam kurek z ciepłą wodą, po czym złapałam za butelkę średniej wielkości, w której znajdował się płyn do kąpieli. Wlałam trochę do wanny, dzięki czemu woda zaczęła się pienić.
***
"A teraz newsy z życia gwiazd"
-''Czy członek słynnego brytyjskiego boysbandu zdradza swoją narzeczoną? Muzyk był wczoraj widziany z tajemniczą blondynką. Moglibyśmy uważać to za zwyczajne..."
-Wyłącz to!- krzyknął Harry.
-Zamknij się, słucham!- odpowiedziałam.
"..zwyczajne spotkanie, jednak zakończyło się ono długim pocałunkiem.."
-Zamierzałeś mi powiedzieć?- zapytałam wstając.
-No pytam się, czy w ogóle miałeś to w planach? No nie! Bo po co? Lepiej powiedzieć zasrane "przepraszam" kupić kwiaty, wino, przelecieć, i będzie wszystko w porządku.- dodałam.

 Rzuciłam na ziemie ten pieprzony pierścionek. 

 -Nie ma Cię, rozumiesz? Już się dla mnie nie liczysz, nienawidzę Cię- wykrzyczałam.
 -Veronika, ja.. ja nie oczekuje że mi wybaczysz, nie oczekuje że do mnie wrócisz, chcę żebyś mnie tylko wysłuchała- odpowiedział próbując mnie uspokoić.
 -Ty już wszystko powiedziałeś. Najpierw mi się oświadczasz, potem Paryż, i tradycyjnie na końcu zdradzasz mnie. Cały czas jesteś w centrum uwagi, zauważyłeś że nazwa zespołu to "One Direction" a nie "Harry Styles i reszta" ?
-O co Ci chodzi? Nie zmieniaj tematu! - krzyknął.
-Najlepiej będzie, jak już pójdę. I tak nie mamy o czym gadać- chwyciłam za rączkę od walizki, wyciągnęłam ją i pociągnęłam za sobą.                                                                                                        
 * 2 lata później*
-Wszystko już spakowane?- zapytałam, trzymając na rękach moją córkę.
 Tak, wszystko w porządku z waszymi oczami.
 Vanessa- bo tak ją nazwałam, to córka moja i Harry'ego. Harry dowiedział się że byłam w ciąży, jednak nie daje teraz żadnego znaku życia. Wiem że ma narzeczoną, i że planuje przeprowadzkę do Stanów.
 -Tak, wydaje mi się że wszystko spakowane- odpowiedziała moja mama. Przez te dwa lata mieszkałam w Polsce, a teraz z moimi rodzicami postanowiliśmy przeprowadzić się do Anglii. Nie rozmawiam z Agatą od 2 lat. Kiedy po rozstaniu z Harrym poleciałam do Londynu po swoje rzeczy, pokłóciłyśmy się.
W sumie to taka głupia rzecz, że nawet nie pamiętam o co poszło.
Kontakt utrzymuje z Olą, i resztą zespołu, szczególnie z Louisem.

*tydzień później*
Właśnie przygotowuję się na spacer z Ness. Wyszłam z kamienicy, trzymając małą za rączkę. Ona w drugiej ręce trzymała swojego ukochanego misia, po części ciągnęła go po ziemi.
-Ślicznotko, nie ciągnij tak misia, bo będzie brudny- przykucnął przy niej wysoki mężczyzna.
Widziałam jak Vanessa się zawstydza. Odwróciła się i od razu wyciągnęła rączki do góry, tak abym wzięła ją na ręce. W tym momencie chłopak z brązowymi włosami spojrzał na mnie.
-Veronika? - zapytał nie dowierzając.
-Nie, Święta Matka Teresa z Kalkuty- odpowiedziałam sarkastycznie.
-Tak, to ja- dodałam po chwili, bo widziałam jego zdezorientowanie.
-To moja córka, prawda? - zapytał.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                     -Ja nie zdradzałam Cię na prawo i lewo, więc raczej tak, tak to twoja córka- odparłam.
Nie miałam najmniejszej ochoty z nim rozmawiać.
-Jak się nazywa? - zapytał.
-Vanessa. Vanessa Styles.
-Dałaś jej moje nazwisko!- odpowiedział dumnie.
-Ma ojca dupka, to chociaż nazwisko może mieć po nim- odrzekłam.
-Kotku, kto to? - ze sklepu wyłoniła się chuda blondynka.
-Znajoma- odpowiedział.
-A to dziecko?- zapytała.
-Jej- odparł.
-Nikt ważny- rzuciłam.
Cześć- dodałam, po czym ruszyłam.
W planach miałam przejechać się do chłopców. Wsiadłam w wolną taksówkę, po czym podałam adres.
**
Wyszłam z samochodu, i trzymając małą za rączkę, ruszyłam w stronę domu.
Na podjeździe stało auto. Nagle z domu wyszła ciężarna dziewczyna. To była Agata.
Zaraz po niej wybiegł Niall.
-Skarbie, nie idź tak szybko, poczekaj otworzę Ci drzwi- krzyczał.
-Boże Niall, czy ja już rodzę? - zapytała.
-Nie, ale musisz być ostroż..- zaniemówił.
Co?- zapytała zdziwiona.
-To Veronika- odpowiedział. Agata spojrzała się w moją stronę.
-Hej!- powiedziałam nie pewnie. Podeszłam z moją córką do nich bliżej.
Vanessa trzymała się mojej nogi, uważnie przyglądając się tym dwóm osobą.
-Przepraszam- rzekłam po chwili namysłu do Agaty.
Ona spojrzała się na mnie, po czym przytuliła mnie i szepnęła "Ja też przepraszam"
-ZBIOROWY UŚCISK!- krzyknął Niall, wziąwszy Vanesse na ręce, przytulił się do nas.
-Nic się nie zmieniłeś Niall- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Nudno tu było bez Ciebie- odpowiedział, przytulając mnie.
Popłakałam się. Najprościej w świecie się popłakałam.
-Ej, nie płacz!- odpowiedziała Agata.
-Boże, jak mi was brakowało.- odparłam.
-Jak się nazywasz?- brunetka zapytała Nesse.
-Nessia- odpowiedziała.
-Vanessa- poprawiłam.
-Jakie śliczne imię- uśmiechnął się do niej Niall.
Mała pociągnęła mnie za płaszcz, tak abym się do niej zgięła.
-Mamusiu, to jest mój wujek, plawda? - powiedziała mi na ucho.
-Tak- odparłam ze śmiechem.
-Niall, polubiła Cię. Mówi że jesteś jej wujkiem- zaśmiałam się.
-Bo to prawda- odpowiedział  Horan.
-Który to miesiąc?- zwróciłam się do Agaty.
-Ósmy- odpowiedziała łapiąc się za brzuch.
-Chłopiec czy dziewczynka?- zapytałam.
-Chłopiec!- odparł dumnie Niall.
-Gratulacje!- uśmiechnęłam się do nich.
-Dzięki- odpowiedzieli w tym samym czasie.
-Wejdziesz do środka? Co prawda zaraz wszyscy wybywamy, ale Louis zostaje- rzucił Niall.
-Dziękuje, ale chyba innym razem- odpowiedziałam.
-Veronika?!- ktoś krzyknął.
-No nie wierze, Tomlinson jeszcze mnie pamięta! - zaśmiałam się.
Lou podbiegł do mnie i mocno przytulił.
-Tęskniłam za tobą, za wami wszystkimi!- odpowiedziałam.
-Nic się nie zmieniłaś- uśmiechnął się.
-A kto to?- zapytał, dobrze wiedział że to moja córka.
Zza moich pleców wyłoniła się malutka postać z lekko kręconymi ciemnymi włosami.
-Vanessa, to też twój wujek- odpowiedziałam.
-Ale jest tu ich jeszcze więcej- dodał Louis.
-Chodźcie do środka- zaproponował.
W domu był Liam z Danielle.
-Hello gołąbeczki! - krzyknęłam.
-O mój Boże, to naprawdę ty?- zapytała brunetka.
-Ja- zaczęłam się śmiać.
-No chodź do mnie!- dodałam, wyciągając ręce w stronę Danielle. Przytuliłam ją, a potem Liam'a.
-Jaka ty jesteś śliczna- uśmiechnął się Liam w stronę Vanessy.
-Ness, to twoja ciocia i wujek- uśmiechnęłam się.
-Mama ma rację. A teraz Ci obiecuje, że jak ciocia wróci, to pójdziemy wszystkie na zakupy. I promise-odpowiedziała Danielle.
-Przepraszam Cię Ver, ale my właśnie wyjeżdżamy- dodała.
-A tak, słyszałam, ale nic się nie stało- odpowiedziałam.
Wpadnę innym razem- uśmiechnęłam się.
-To super! Do zobaczenia- odpowiedział Liam.
Obydwoje wyszli z domu, po chwili zobaczyłam jak odjeżdża auto Niall'a a zaraz za nim Liam'a.
-A gdzie Ola i Zayn?- zapytałam Louis'a.
-Wyjechali na Bahamy- uśmiechnął się.
-A Eleanor? Nie jedziesz z nią nigdzie? Przecież zaczynają się wakacje.
-Nie jesteśmy już parą- odpowiedział.
-Omm.. przepraszam, nie wiedziałam.
-Nic się nie stało, to już przeszłość. Nie spotykamy się od roku. Napijecie się czegoś?- zapytał.
-Nie nie, my będziemy się zbierać- odpowiedziałam.
-Nie ma mowy! Wujek Louis zabiera was do parku, potem na lody, a potem.. coś wymyślimy- uśmiechnął.
-No dobrze- rzuciłam.
***
Vanessa bardzo przyzwyczaiła się do Louisa. Wydaję mi się, że po części traktuje go ja tatę, który teraz się nią nie interesuje.
Gdy stanęliśmy przed kamienicą była 21:24. Mała spała na rękach Tomlinsona. Otworzyłam drzwi, i wpuściłam go do domu. On położył ją delikatnie do łóżeczka, i po cichu zamknął drzwi. Stałam w kuchni, i zaparzałam herbatę. Do pomieszczenia wszedł Louis. Wziął dwa kubki i poszedł z nimi do salonu.
Usiadł na sofie, i poklepał miejsce obok siebie, na znak, że mam tu usiąść. Usiadłam obok niego.
-Dajesz sobie radę?- zapytał
-Muszę- uśmiechnęłam się. -Gdyby nie było tego małego potworka, to pewnie bym się załamała, a teraz przynajmniej mam dla kogo 'być'- odpowiedziałam.
-Byłabyś tu dla chłopaków, Agaty, Oli.. dla mnie- spojrzał na mnie.
-Dziękuje że mi pomagasz- odparłam przytulając się do niego.
-Zawszę możesz na mnie liczyć- pocałował mnie w głowę.
Momentalnie mnie "zmuliło". Zasnęłam. 
**
Ktoś zaniósł mnie do łóżka. Przebudziłam się, i zobaczyłam że Louis zamyka drzwi.
-Louis..- szepnęłam.
-Tak?- zapytał uchylając drzwi.
-Zostań na noc- uśmiechnęłam się.
-Ale gdzie ja mam..
-Tu. Ze mną. Lou przyjaźnimy się prawie 4 lata. Przecież to nic złego, że samotny przyjaciel śpi z samotną przyjaciółką- zaśmiałam się.
-No dobrze- uśmiechnął się.
Stanął przy łóżku, zdjął spodnie, t-shirt, położył się spać. 
-Dobranoc- odpowiedziałam.
-Śpij dobrze-odrzekł.
Do niczego nie doszło. Przynajmniej teraz...
*2 miesiące później*
Vanessa przyzwyczaiła się do tego, że "wujek Louis" się do nas wprowadził.
Stałam oparta o framugę drzwi, przyglądając się jak mała sprząta swoje zabawki.
Poczułam jak Louis przytula mnie od tyłu i kładzie swoją głowę na moim ramieniu.
-Powiemy jej?- zapytał.
-Ty jej powiedz-uśmiechnęłam się.
-Vannesa?- zaczął.
-Teraz będziesz musiała bardziej nam pomagać- dodałam.
-Będziesz miała siostrzyczkę albo braciszka- odpowiedział Louis.
-Naprawdę?- zapytała nie dowierzając.
-Naprawdę!- odpowiedzieliśmy oboje,
Wzięliśmy ja na ręce i mocno przytuliliśmy.
**
Pewnie zastanawia was co z Harrym.. 
Harry spotyka się z Vanessą regularnie. Na początku byłam temu przeciwna, ale jednak to jej tata, więc ma do tego prawo. 
Harry pogodził się z tym, że ja i Louis jesteśmy parą i spodziewamy się dziecka. 
A co najlepsze, życzył nam szczęścia, i powiedział Louis'owi, że nie ma popełnić tego samego błędu co on. 
Agata urodziła zdrowego małego Liam'a Horana. Niall dalej nie może w to uwierzyć, że ma domu malutkiego bobasa. Jest strasznie dumny. 
Harry rozstał się ze swoją blondynką. Na razie nie planuję żadnej przeprowadzki. Jest po staremu. 


...

Boże, popłakałam się jak pisałam ten rozdział, bo tak mocno się związałam z tym opowiadaniem, i teraz mam to kończyć, no ale cóż, nic nie trwa wiecznie. Chcę wam bardzo podziękować za ten ROK ze mną, i z moją wyobraźnią :) Napiszę po raz 8530583 że was KOCHAM I UWIELBIAM I KCKCKCKC WAS, bo to prawda. 

Pisałam wcześniej, że mam niespodziankę. Jest nią NOWE OPOWIADANIE. Ale nie będę zmieniać bloga, tzn (www.five-stiupid...) opowiadanie będzie znajdowało się na tym blogu. Zaraz dodam bohaterów. A rozdział pierwszy JUTRO (postaram się) Od tygodnia mam OGROMNY pomysł na zakończenie tego, i na 1 rozdział tamtego opowiadania "I belong to you, you belong to me" 

Mam nadzieję że to nowe również was wciągnie. 

TO JESZCZE RAZ. KOCHAM WAS, DZIĘKUJE WAM ZA WSZYSTKO. 
JEŚLI MACIE JAKIEŚ PYTANIA 
TWITTER @VersoonBitches